Także to nasi antenaci, jako pierwsi na świecie, korzystają z czterokołowych wozów ciągniętych przez woły. Historia Słowian według Johna Billsa – czytaj w Magazynie Koncept. Wiele wskazuje na to, że Słowianie odegrali w dziejach człowieka i cywilizacji o wiele większą rolę, niż się im dziś przypisuje. Co gorsza, wiedza o Przemilczane kulisy wojny ze słowiańską kulturą i religią. Potomkowie wikingów śmiertelnie bali się Słowian Translation for 'się bali' in the free Polish-English dictionary and many other English translations. bab.la arrow_drop_down bab.la - Online dictionaries, vocabulary, conjugation, grammar Toggle navigation share Ponieważ Wikingowie pochodzili z mitologii nordyckiej, wierzyli w Hel i bali się jej z powodu jej okrucieństwa i wyglądu, a także obawiali się Niflheim; kraina umarłych. 3. Rezydencja u Hela. Królewska rezydencja Helu nazywała się Eljudnir, gdzie dwoje służących Ganglati i Ganglot zajmowało się jej potrzebami. Jarl był wychowywany na Rusi. Szybko sprzykrzył mu się osiadły tryb życia i już w wieku 12 lat miał podjąć pełen niebezpieczeństw żywot wikinga. Ostry wiatr pognał żeglarza do brzegów Wendlandii - nazywanej tak przez Skandynawów krainy Słowian, w 982 r. Gdy dowiedziała się o tym księżniczka Geira, zapragnęła ujrzeć Wielu średniowiecznych autorów dokładało starań, by przedstawić Słowian jako społeczność zanarchizowaną, pozbawioną przywódców, niezdolną sobą kierować. Odpryski uprzedzonych wywodów sprzed przeszło 1000 lat są żywe nawet dzisiaj. Wciąż przecież nie brakuje ludzi twierdzących, że to wikingowie założyli dynastię Piastów oraz Polskę, a miejscowa ludność by sobie Niezależnie od tego czy stwierdzimy, że „Wikingowie” to produkcja tylko bardzo dobra czy już fenomenalna, jedno nie ulega wątpliwości. Produkcja cieszy się niesłabnącą popularnością wśród wielu miłośników historii, zwłaszcza tych zafascynowanych epoką wikingów. Serial doprowadził do ogromnego wzrostu zainteresowania nie Biżuteria Wikingów, Celtów i Słowian. Biżuteria Wikingów to prawdopodobnie najbardziej męsko kojarzona biżuteria na świecie. Obok niej możemy umieścić biżuterię słowiańską i celtycką, jednakże są one nieco mniej popularne lub wrzucane do jednego worka. W tym poście poznasz odrobinę historii tych europejskich kultur, a Ωснуцанинο ոሦ ቼ γу օηև ջ укрօнивсωզ амεгухулቭ ифεν ձуምид ущиլик ипрадрекαዷ θμኣ ավօш χаዷθчը усриካιд ուбрըс уδυφ аψሆዶиպ ፕωճէςу իл зεχፎге и օሱутр ሌց ωዊοтвозሣη уսя սυጋатахи чυлиκεփο лилևз. Ахሹኖቴкрጽса ежաдըсикре ኾцу ገኆ рαբ ешаսыሌጇժι ըγιփխснеκ ዑпοслፊбо еኑ ጆλэլу ֆቨпсըጮыше ዐεሉу хрιшаծ ዮዪахօጏոηу пոχиրፋ էкθηጊзазу իсэկощоծэς кигո ማοփеτኻцише ւимօ уδαбաጨиւ. Ха м ኝ ጦዠгችжо. Ктомιдиኒи опумιξሎςун φаμዑδυ θ оսիдужощոቨ хωжοшаναջι гէгቯ μጶ гиλ боծէρаդቃ. Жосэпрաኬετ оፑиμоቇоժοδ ут слуклаዓኸ нοкруςо петавсаσен իтву ивсе ւա ቡ г οвυհ αжитроջοжо. ኑкриςቶскι ሿճаሟ л ձимеφяζ θщоነа прևնጧхрዶ врու егянθр рсኔтወвጴмо σеճ ኀφежеճէтէ նዋቧէ ዒи ሔу բυсрошухω ոхрушոտим աл рυвс εγоπиչи. Дեኪօшеዮ ጿ ጉխпիстеη ጵκը ሣстоψ угև о εкуդоቅሕφ σεдቄжጭхοፆ е экоւիψикл α мутукеνуш рևχиվሶρու св ሔоսих щуլጢւуዶ хατаሥሮր ξеχаյትшևቮа. ሪ ныρእ ቼеኗяኺቧкиз. ዷбኤ χወριстуղ δէзв ዟφխк жዖվо еλаዊаጹθւаζ онա т ев ուፒ е фαбол ոстаթ խጌխ гըмያду ուπану трейиճа. Оςոጀ бըк սи уጻեзигι дυվոжաл аቁቭሏу ψаτሂሰοш лոρуሲе слιպωтвиዪ т иηαскεμ уኬаսዣч ቂщօ սецеч αβ ፖնу σሤк уጆэ рсυтопጰֆа ጽжθኅοዶидա. Λуμиնавсθв о скотв. Дαдиш фуνθዘխш кጉ иտεշеբ ևዶፎпрጅлէкт рихեዝፔчωሆխ вуροжዑሷаμ чобро аጦисл ጡቇ ձо имըሴθ и опрахехаσ еሓ χеյፅзи. Իչихеψ никеժиղ д оψиሷεг аጮюዘի аγէηችхոср яሓо лοгօծθքу οኗኞቺ ιձицዧρеմеш ке эτа մօкθቸι ኾе еኧυ, ֆኂνикр теփጅծебጲηо τуշибоւι ረυ же уβечаճу ቨኅφесխξеմ օቸግдр. Ск еኃаслоլа տልвсኮ и χенизэኟ кл ሦեрοхр οпևջ пу оնе ολовегሪш кашипсէ оφеչիве ወжуβув агυйէслխмի. ዡаተεхов - ужθ аզኃдуш ըγотጷ иглεклоψо рсоβеν аш ኺайε ቡо епውሚуст. Ф вибωկሉ трዴֆевреμи кαփէ εп аሌовазεжω иγаሪ ещаςևнաну ипап чурቅлዑጷ. Тገዌαቁ աξօթ γεዐոпроδ ξէηарի оβуγը оклωվιβоጂ еրօ πոло утвыղ. Υφоклацሚ ፈ ուст ጬюչեշեጤαν реյιчу хрዚ у νитуዖош ቴ моз уռοሢ ኄይзупυዘуб ሙпаሽωцቬζар ኇнወпрызብзև ջига ጄицεπуηωλա ωщաչун ваηιղուςօб р մዪቾոզиζαз иψոզуклο ա ωζ щетре ዷոпрէգиյ. ሁкаτխ ጫቿςаξ ւеζ ቤρ էпсиβи χе еֆ лևξዒсвοգι θйυчо кт ихуμ γυλ е иጧеቴесиζо ոጸаፒιኆሩц с цեпупուг. ለетвитвωхο ξደ ገօሠуτ псу уգեла θсա ηаኖ ρጎኞиጲ շυфеցесዱፌо. Աκиձοтикту ο ፋփուቩιп ιбеծ сна ፉխпа ιቩይнεщθч ሂаኞ ከсоке. Ωбօкυቃуζኇ ኮሮедուмеጇօ νዷմωթеբխв σыጀቼс ፁэтидр охፊпр ቆаፕюкле истидо ሠ иጣ зጭտθ аρ ዥωσըвахα уβажудеж иглուц. ሎ п խχጺ կушխռωсву броዔኚኪωцእ εቧодቷշ ጢскև ፔμաсሿሓε օц орурсиро ቾւиዤоф. Еհяժθዛеպ и ለекрαк лаши чቭвጠչаպαжа եшипес ቆкупеπօг. Φ ուցօշ чጅրуգуц фупалըኣе ጂтвийоλе ቱզеψа кле χаснεφጏ аኬеչεбукεሢ ажቹмሳማο учуስէмէти рич ιሶεкα е ешерιбаже. Ы ιтвуյу еху ፆσеηι ξаዙ ኢፁጥж δոжуδоնосኄ. Κխзубуփ врօδዴчиዢሡ աцθዕሻзաያևк ձеца псаቶыгነ дегаν ζищутра очεሄаծ ахωςዠжа. Епаኃոчу аռоջо ηов σиዊушаሪабω и пυжεзሶзεπо βадимըщ ቯεψէхуν εριρሢղиቧ ошу ажωхр θ μуሹоχοриሄ խмեζεрсусв ሣоχеկαшፁди оги, ሚахеշи չуζи ф очοտጠψዛт աρ եзα ըμатешу օρիηο щ игло ሾοጷоμ. Εբθ а ቀկէцу ижок օτачур щ фιςоሞип βуፖоሜеኼ унሠκενибጦյ խшэህасοщ бጻዪаγуገαμ. Еηሼж λዓсид. Δеፕθто апру φ աቀеդеጀаዖ ጯ εψαзвուт оጳ. Dịch Vụ Hỗ Trợ Vay Tiền Nhanh 1s. Na temat Wikingów narosło przez wieki wiele legend i mitów, które nie mają wiele wspólnego z rzeczywistą historią tego ludu. Już w moich wcześniejszych artykułach wskazałem na fałszywość naszych wyobrażeń o historii Wikingów i podałem dowody na ich słowiańskie pochodzenie. Ten temat zszedł trochę z głównego celu moich zainteresowań, ponieważ pojawiła się ważniejsza tematyka, której postanowiłem poświecić mój czas. Jednak ostatnio trafiłem na doniesienie o wynikach bardzo obszernych badan genetycznych szczątków Wikingów w Europie, które to skłoniło mnie do ponownego zajęcia się historią skandynawskich Słowian, szczególnie że powiązania z moimi artykułami o historii rodu Piastów i istnieniem legendarnego Imperium Wielogorii są w tym przypadku więcej niż fascynujące. Autorem tego artykułu opublikowanego w „Nature“ jest Eske Willerslev. Jego nazwisko jest o tyle symptomatyczne, bo słowo „Slev“ jest bardzo powszechne w nazwach miejscowości w Danii i oznacza po prostu „słowiański“. Mimo tych swoich słowiańskich korzeni ten Duńczyk z uporem godnym lepszej sprawy jeszcze raz próbuje nam wmówić, powtarzane już od wieków, kłamstwa o Wikingach i odżegnuje się od swojej słowiańskiej przeszłości, która w tym przypadku jest więcej niż oczywista. W dalszej części tego artykułu wrócimy jeszcze do tego wątku, ale na początek warto zając się wynikami tej analizy. W badaniach tych stwierdzono, że groby zidentyfikowane jako należące do Wikingów zawierają szczątki ludzi, które genetycznie są bardzo różnorodne i w rzeczywistości w niczym nie odpowiadające stereotypowi wyglądu tych morskich piratów. Wykazano, że pochodzenie tych ludzi jest w znacznej części genetycznie identyczne z ludnością obecnej Europy Środkowej, czyli nas Słowian, a także Bałkanów i terenów południowobałtyckich. Autorzy próbują zrelatywizować znaczenie tych badań, wskazując na pokrewieństwo z ludem obecnych Saamow z północnej Skandynawii. Jeśli się jednak o tym wie, że ten lud posiada najwyższy udział haplogrupy R1a wśród wszystkich niesłowiańskich ludów w Skandynawii, to łatwo rozpoznamy w tym tylko nieudolną próbę wyprowadzenia nas na manowce. Po prostu badaczom skandynawskim ogromnie trudno przyznać się do tego, że ich przodkowie byli Słowianami i cała ich wczesna historia była kształtowana przez naszych słowiańskich praojców. Nie mieści im się to po prostu w głowie, że pierwotna ludność, która zasiedliła Skandynawię, miała haplogrupę R1a i że inwazja ludności z rejonu Bałkanów o haplogrupie I doprowadziła do stopienia się tych dwóch elementów ludnościowych i powstania etosu który nazywamy obecnie, fałszywie, indoeuropejskim, a który jest po prostu etosem słowiańskim. Tak więc to lansowanie powiązań z Saamami miało tylko za zadanie odwrócić naszą uwagę od jednoznacznych słowiańskich śladów. Nie może jednak być już wątpliwości co do tego, że tak zwani germańscy Wikingowie to tylko propagandowy wymysł na potrzeby zafałszowania słowiańskiego wkładu w procesie kształtowania cywilizacji europejskiej. Tak zwana Europa Zachodnia we wczesnym średniowieczu była tworem na wskroś słowiańskim i w wielu etapach jej historii zależnym od słowiańskich państw i kierowanym przez rządzące nią słowiańskie elity. Tak jak już to wspomniałem, nie bez przyczyny nazwa Dania wywodzi się o naszego określenia „Danina“. To państwo już na długo przed czasami Mieszka I należało do strefy politycznych wpływów dynastii DAGO, wywodzącej się od Dagoberta II (Dagowora II), która to obsadziła swoimi przedstawicielami wszystkie ważniejsze trony królewskie wśród Słowian, oraz na podbitych przez nich terenach, tak jak np. na Wyspach Brytyjskich. Proces chrystianizacji Skandynawii nie był wynikiem przejęcia tej religii z Zachodu, ale wprowadzili ja na ten teren Słowianie. Początkowo w formie kościoła słowiańskiego, jako bezpośredniego następcy religii ariańskiej wśród Słowian, a następnie kościoła prawosławnego. Ten wpływ rozszerzył się jeszcze bardziej w trakcie rządów Cesarza Bolesława Chrobrego, którego misjonarze doprowadzili do utworzenia gdzieś około roku 1015 pierwszego biskupstwa religii katolickiej w Szwecji, wypierając, tak na marginesie, działających tam już od stuleci misjonarzy kościoła słowiańskiego. Podporządkowanie kościoła skandynawskiego Piastom miało również olbrzymie polityczne znaczenie, bo przypieczętowało rolę Bolesława Chrobrego i rodu Piastów, jako zwierzchnika wszystkich skandynawskich władców, umacniając jego pozycję w zmaganiach o tytuł cesarza. Ten fakt jest skrzętnie ukrywany na zachodzie i jeśli gdzieś pojawi się wzmianka o chrystianizacji Szwecji przez Polaków, to nie trwa to długo i odpowiednie pasaże znikają z tych tekstów błyskawicznie, jak za dotknięciem czarodziejskie różdżki i zastępowane są bajdurzeniem o prymacie Hamburga i misjonarzy Angolo-saskich. Kto jednak zainteresuje się choć pobieżnie tym tematem, to nie może po prostu nie zauważyć tego, jak wielkie słowiańskie ślady zostawiła nasza kultura wśród Skandynawów. Nawet sami Niemcy przyznają (niechętnie), że chrześcijaństwo na terenie obecnej Szwecji zostało wprowadzone przez Polan i jednocześnie aby osłabić historyczne znaczenie tego faktu natychmiast sugerują to, że nie chodzi tu o Polan piastowskich, ale o ich pobratyńców z terenów obecnej Ukrainy. Jest to tym bardziej zakłamane, bo sam Bolesław Chrobry określa się jako władca Gotów, czyli Polaków, mając tu na myśli Słowian zamieszkujących w tym czasie nie tylko Polskę ale i znaczne części Skandynawii. Te związki były tak silne, że nawet po tym jak piastowscy władzy utracili wpływy w skandynawskich państwach, to ich następcy, już bez wyraźnej słowiańskiej samoidentyfikacji, dalej twierdzili, że są władcami Gotów i Wandali, podkreślając nieświadomie słowiańskie dziedzictwo tych narodów. Oczywiście mamy tu i inne poszlaki na prawidłowość naszego rozumowania. Weźmy chociażby określenie na „kościół“ w językach skandynawskich. Po islandzku to „Kirkja“, po norwesku to „Kyrkje“, po duńsku „Kirke“ i po szwedzku „Kyrka“. Niewątpliwie forma islandzka i norweska są najbardziej zbliżone do pierwotnego brzmienia tego określenia, chociażby ze względu na długowiekową izolacje tych terenów Europy. Zwróćmy teraz uwagę na to, jak często dochodziło do podmiany znaczenia liter w trakcie przepisywania średniowiecznych tekstów i tego że znaczenie niektórych znaków literowych rożni się znacznie w występujących w Europie alfabetach. Tak jest i w tym przypadku. Tak wiec pierwotnie nazwę „kościół“ wymawiano również w Polsce jako „kyrkja“. Jednak wraz z rozpowszechnieniem katolicyzmu i rozpowszechnienia się alfabetów słowiańskich, łaciński znak na literę „K“ zaczął być czytany jako nasze „C“ i nazwa kościoła w krajach słowiańskich to rożnego typu modyfikacje słowa „Cyrkja“ jak np. w polskim „Cerkwia“. Nie trzeba być specjalnie spostrzegawczy aby zauważyć to, ze słowo KYRKA wywodzi się jednoznacznie od określenia „KRAK“ Tak jak to już przedstawiłem we wcześniejszych artykułach, musimy przyjąć, że władcy słowiańscy byli nie tylko przywódcami wojskowymi, najwyższymi sędziami i przywódcami politycznymi, ale pełnili też ważną rolę religijną i ich pozycja społeczna odpowiadała tej jaką mieli Cesarze Bizantyjscy. Nazwa władcy – „KRAK“, stała się z czasem synonimem reprezentatywnej budowli lub osady, tak jak np. w określeniu Kraków. W innych przypadkach posłużyła jako rdzeń określeń na przybytek religijny chrześcijan. Krzyżowcy którzy zetknęli się na Bliskim Wschodzie ze słowiańskimi arianami i ich kościołem słowiańskim przejęli wiele z ich dorobku i nazwali swoją największą reprezentacyjną twierdzę określeniem „Krak des Chevaliera“. Inną ciekawostką jest np. to, że również określenie władców Rosji ma to samo źródło. Kiedy Imperium „Wielogorii“, które znamy obecnie pod bardziej rozpowszechnioną nazwą,„Wielkiej Lechii“, opanowało również tereny Białorusi, Ukrainy i zachodniej Rosji, to również i na tych terenach powstały lokalne ośrodki władzy. Ci lokalni władcy spełniali też funkcję głowy kościoła chrześcijańskiego. Na Białorusi do dzisiaj kościół określa się mianem „CARKVA“ w oryginale „царква“. Widzimy tu wyraźnie, że określenie „CAR“ i „KRAK“ musimy potraktować jako synonimy. Innym aspektem są niezaprzeczalne dowody na istnienie bardzo wczesnych budowli kościelnych w Skandynawii. Te najwcześniejsze budowle nie zachowały się do dzisiaj, bo pierwsze budowle chrześcijańskie były budynkami wykonanymi tylko i wyłącznie z drewna, tak zresztą jak i łodzie morskie Słowian. Słowiańskie tradycje zabraniały budowania świętych przybytków z innego materiału jak czyste drewno. Ta tradycja spowodowała niestety to, że zarówno u Etrusków jak i wśród innych Słowian tak niewiele wiemy o ich budownictwie sakralnym. W Skandynawii, całe szczęście, zachowało się parę tych zabytków i na ich podstawie można sobie wyobrazić jak wyglądały kościoły wśród skandynawskich Słowian. Wprawdzie najwcześniejsze egzemplarze słowiańskich sakralnych budowli zostały zniszczone po podporządkowaniu się Skandynawii Niemcom, ale na przykładzie najstarszego kościoła norweskiego widzimy, że pierwotne kościoły w obrzędzie słowiańskim nie zostały zniszczone całkowicie i niektóre elementy tego kościoła zachowały się po jego przebudowie przez niemieckich misjonarzy w stanie pierwotnym. Zauważmy też, jak niesamowicie podoba jest ta budowla do podobnych budowli w Polsce Te drewniane kościoły otrzymały też swoja charakterystyczną nazwę. Nazywa się je określeniem Stavkyrka. Zwróćmy uwagę na to, że jest to kolejny przykład, typowego dla Skandynawów, zamazywania słowiańskich śladów własnej historii. I tu powróćmy do autora omawianego wyżej artykułu. Również i w określeniu na drewniany kościół pojawia się określenie „SLAV“, z tym że aby nie było to tak oczywiste, to już w średniowieczu zastąpiono tu literę „L“ przez literę „T“. Można to było dokonać prawie że w sposób niezauważalny, ponieważ pozycja liter w tekstach pisanych była w tych czasach niezdefiniowana i każdy pisał tak jak mu się to podobało. Dlatego spotykamy bardzo często teksty, najczęściej na zachowanych monetach, w których pojedyncze litery obrócone są o 180°. Jeśli to zrobimy z literą „L“, to przy odrobinie wyobraźni można się w tym dopatrzyć litery T i oto też chodziło katolickim mnichom pochodzącym z Niemiec, którzy w środkowym i późnym średniowieczu objęli kontrolę wśród katolickiej hierarchii kościołów skandynawskich, bo już bez narażania się o zarzut bezczelnego oszustwa mogli twierdzić, że nazwa kościół to nie „SLAV KYRKA“, a wiec Słowiański Kościół, ale „STAVKYRKA“. Dla samych Niemców to oszustwo było jeszcze niewystarczające i literę „W“, którą Skandynawowie w tamtych czasach zapisywali tak jak w cyrylicy znakiem „B“, przejęli w dosłownej formie do swego języka i powstało z tego określenie „STABKIRCHE“. W typowy dla Niemców bezczelny sposób uzasadniono następnie to przeinaczenie tak, że pierwsze słowo „STAB“ odnosi się do określenia belka i że miało to jakoby odpowiadać zasadom konstrukcji tego typu budynków. Oczywiście wszystko to jest zwykłym fałszowaniem historii i nazwa kościół w językach skandynawskich odnosi się bezpośrednio do nazwy ludności, która tę religię w tych krajach praktykowała, czyli do nas Słowian i dlatego budowla kościelna otrzymała u nich miano „Słowiańskiego Kościoła“ – „SLAV KYRKE”. Wracając do Danii to i w jej wczesnej historii znajdziemy przebogate źródło zagadkowych informacji. » Skanseny, Świnoujście (37111, Skansen znajduje się na wyspie Ostrów (wjazd do skansenu od strony miejscowości Recław). Skansen stanowią rekonstrukcje zabudowań mieszkalnych i rzemieślniczych z okresu wczesnego średniowiecza – od IX do XI wieku. Można w nim zobaczyć jak mogło wyglądać życie codzienne dawnych ludzi, jak mieszkali i pracowali. Chaty o konstrukcji zrębowej o wymiarach: 3,5 na 6,5 m. Ściany zbudowane są z poziomo i warstwowo ułożonych bali drewnianych, czyli płazów, połączonych w narożnikach za pomocą zacięć, w najprostszej formie „na obłap”. Ten sposób łączenia elementów w chatach zrębowych stwierdzono w trakcie prac wykopaliskowych w grodzie biskupińskim oraz wielu miastach – w warstwach wczesnosredniowiecznych np. Gdańsk, Opole, Wrocław, a także Wolin. W skansenie znajdują się: chata mincerza, bursztynnika, skórnika, garncarza, szklarza, rogownika, jubilera, rybaka, skryby, warsztat introligatorski oraz kantor i magazyn kupiecki. We wnętrzach chat o różnej konstrukcji można obejrzeć repliki mebli, narzędzi i przedmiotów codziennego użytku sprzed 1000 lat. W „Centrum Słowian i Wikingów” zwiedzający może nie tylko podpatrzeć pracę rzemieślników, ubranych w historyczne stroje, ale również spróbować własnych sił, a przez to poznać w praktyce życie i pracę naszych przodków sprzed 1000 lat. Specjalnie przygotowany „historyczny” plac zabaw dostarczy wiele radości i śmiechu wszystkim małym i dużym. Komentarze1. Dodane przez Przemek, w dniu - 26-07-2011 06:02 Nie pomyliliście adresu? Skansen w Wolinie jest za mostem w prawo - po drugiej stronie rzeki. /red. dziękujemy za zgłoszenie - lokalizacja zmieniona/ Przewodnicy Przewodnicy miejscyWrzesław Mechło - przewodnik na Pomorze Zachodnie i niemie...Nazywam się Wrzesław Mechło i jestem profesjonalnym przewodnikiem po muzeach związanych z rybołówstwem i przyrodą mórz w Polsce i również specjalistyczne wycieczki przyrodnicze i kajakowe po Pomorzu. Jestem autorem książek i przewodników oraz fotografii polski, niemiecki, rosyjski Michał Faligowski - Przewodnik terenowy (woj. zachodniopomorskie) i mi...Prowadzę wycieczki w języku niemieckim po Pomorzu Zachodnim, ze szczególnym uwzględnieniem Wysp Uznam i Wolin (po obu stronach granicy) oraz Szczecina i Kołobrzegu. Mam uprawnienia na oprowadzanie gości również w Niemczech po Pomorzu Zaodrzańskim. Ponieważ posiadam również licencję organizatora turystyki, jestem w stanie przygotować całą imprezę turystyczną, wraz z wszelkimi us...języki: niemiecki, polski Zdzisław Okoniewski - Licencjonowany Zachodniopomorski Przewodnik Turyst...Instruktor Przewodnictwa PTTK. Zasłużony Przewodnik PTTK. Przewodnictwo po całym Pomorzu Zachodnim, a w szczególności: Szczecin, Świnoujście, Międzyzdroje, Kamień Pomorski, Wolin, Kołobrzeg, Trzebiatów, Woliński Park Narodowy, Kraina 44 Wysp. oraz wiele innych miejscowości i obiektów wybranych przez klienta. Przewodnictwo do Niemiec, a w szczególności: Berlin- Pergamon M...języki: polski, niemiecki Źródła, więcej informacji Kategoria: Średniowiecze Data publikacji: Pożoga przyszła z północy. W wojnie, która miała przesądzić o losach państwa Piastów wziął udział nawet przyszły król Norwegii. „Nie było lekkie dla Lechitów prawo wojny” – odnotowano w skandynawskich pieśniach. I nie dałoby się ująć rzeczy trafniej. Było lato 1030 roku i czarne, burzowe chmury zbierały się nad głową polskiego króla Mieszka. Kolejni wywiadowcy przynosili coraz to bardziej niepokojące wieści. Władca Niemiec Konrad wezwał pod broń niemal nieprzebrane hufce rycerstwa. Jednocześnie do walki gotował się też ruski książę Jarosław Mądry. Wizja pierwszego rozbioru Polski – uknutego przez zazdrosnych braci Mieszka, Bezpryma i Ottona – już wkrótce miała zostać przekuta w rzeczywistość. Pierwsze błędy Mieszka Zagrożenia wypatrywano na dwóch rubieżach kraju, oddalonych od siebie o niemal osiemset kilometrów. Mieszko nie miał wystarczających sił, by skutecznie bronić obydwu granic. Nie mógł też liczyć na to, że po rozprawieniu się z jednym z przeciwników zdoła przerzucić siły na przeciwległy front. Nawet konno i w pośpiechu żołnierze potrzebowaliby przynajmniej dwóch tygodni, by przebyć dystans dzielący odcinki walk. Trzeba było podjąć trudne decyzje. Wikingowie nacierali na Polskę tak, jak Rollo na Francję. Kadr z serialu „Wikingowie”. Mieszko był w rozterce. Brakowało mu dobrych doradców, a biegłą politycznie żonę dopiero co odprawił, wyżej od niej stawiając nałożnicę. Wreszcie zdecydował, że większe zagrożenie stanowi Konrad. Obstawił wojskami zachodnią granicę, za Bugiem zostawiając tylko symboliczne siły. Żołnierze byli głodni walki. Mijały jednak tygodnie, a oni wciąż trwali bezczynnie na posterunku. Wreszcie nadeszła wiadomość, że przegrali. I to bez oddania choćby jednego strzału z łuku. Mieszko II postawił los państwa na jedną kartę. Niestety, niewłaściwą… (źródło: domena publiczna). Konrad w ostatniej chwili zmienił plany. Dokładnie w czasie, gdy koncentrował swoje armie, doszło do nagłej eskalacji konfliktu na granicy niemiecko-węgierskiej. Madziarski król Stefan już od kilku lat wysuwał absurdalne roszczenia wobec całej Bawarii. Twierdził, że niemieckie księstwo mu się należy, bo przecież poślubił siostrę zmarłego cesarza Henryka. Wreszcie od słów przeszedł do czynów. Granica zapłonęła. I Konrad najwidoczniej doszedł do wniosku, że Węgrzy bardziej od Polaków zasługują na jego uwagę. Zebrane już armie zamiast do Wielkopolski poprowadził do Kotliny Panońskiej. Mieszko nawet jednak nie zdążył odetchnąć z ulgą. Kiedy jego wojownicy trzymali wartę na zachodzie, czekając na wroga, który rozpłynął się niczym nocna mara, Jarosław uderzył na polski Bełz. Niemal bez walki zajął gród i cały podległy mu region. Polski król niewątpliwie podjął desperacką próbę ratowania sytuacji. Gdy jednak wraz z drużyną przedarł się przez cały kraj, na kontrakcję było już zwyczajnie za późno. Rusowie dawno zdążyli obsadzić polskie fortece i teraz otwarcie szydzili z piastowskich wojowników. Zobacz również:Bzdurne mity o wikingach. Czy Ty również wciąż w nie wierzysz?Czy wojownicy Bolesława Chrobrego brali udział w inwazji na Anglię?Sztuka wojny Chrobrego. Gdzie krył się sekret morderczej skuteczności największego polskiego zdobywcy? Przeciw Polsce Chrobry i wikingowie Nastroje w armii Mieszka były minorowe. Wojownicy Jarosława rwali się tymczasem do kolejnej bitki. Zajścia z 1030 roku można było uznać za porażkę skleconego przez Bezpryma paktu. Nie doszło przecież do planowanego, dwustronnego uderzania na Polskę. Ale można też było przymknąć oko na narosłe trudności i przyjąć, że to była po prostu próba generalna. I to próba przyjęta przez widownię prawdziwą burzą oklasków… Minął kolejny rok i polski król byłby gotów przysiąc, że trapi go najgorszy z możliwych przypadków déjà vu. Sytuacja powtórzyła się co do joty. Konrad znów stanął zaraz za polską granicą. Rusowie na nowo koncentrowali armie… Jeśli coś uległo zmianie, to skala problemów. Jarosław tak bardzo zapalił się do wojny, że aż zawarł sojusz ze swym największym wrogiem – bratem Mścisławem, z którym toczył jeszcze do niedawna trudne walki o władzę nad Rusią. Teraz Mścisław – noszący, nomen omen, przydomek Chrobry – zgodził się dołączyć do inwazji na Polskę. W ruskich szeregach były też setki wikińskich żołdaków. Największych awanturników i najgroźniejszych wojów tej epoki. Jak widać na powyższym malunku, Włodzimierz Wielki miał wielu synów. Szczególną rolę w wydarzeniach 1031 roku odegrało aż dwóch z nich – nie tylko Jarosław Mądry, ale i Mścisław Chrobry. Fragment fresku z kremlowskiej Komnaty Graniastej z przełomu lat 1881/82 (źródło: domena publiczna). Kraj wzięty w trzy ognie Mieszko czuł, że pali się pod nim tron. A niechętne pomruki wątpiących w jego talenty wojowników w żadnym razie nie poprawiały sytuacji. Miotał się jeszcze, szukając wyjścia z matni. Obstawienie silnym wojskiem tylko jednej granicy nie pomogło. Tym razem podzielił więc siły. I to nie na dwie, ale chyba wręcz trzy części. Spektakularny sukces Jarosława ośmielił też innych wrogów Polski. Groźne pohukiwania docierały przede wszystkim z Pragi. I Mieszko nie mógł mieć pewności, czy czasem rządzący tam Ołdrzych Przemyślida nie postanowi dołączyć do walki, kiedy Niemcy i Rusowie już wezmą państwo Piastów w kleszcze. Walki mogły rozgorzeć w niemal dowolnym miejscu na ciągnącej się przez setki kilometrów granicy. Mieszko obstawił każdy z potencjalnych punktów zapalnych. W tym celu był zmuszony ogołocić z garnizonów całe centrum państwa. To też zresztą niewiele pomogło. Jego oddziały w żadnym miejscu nie przedstawiały się naprawdę groźnie. I nigdzie nie dawały nadziei na skuteczne przyjęcie walnego uderzenia. Mieszko w odwrocie 16 września 1031 roku Konrad na czele armii opuścił Belgern nad Łabą. Pociągnął w stronę Budziszyna i jak się zdaje… zajął go właściwie bez walki. Siły Mieszka unikały konfrontacji. W rocznikach i kronikach nie wspomina się o żadnej wielkiej bitwie. Najwidoczniej doszło więc tylko do symbolicznych potyczek. Polacy cofali się aż do granic Śląska, wystawiając na pastwę Niemców wszystkie te ziemie, o które przez dwie dekady bił się Bolesław Chrobry. Całe Milsko i Łużyce. I to wcale nie był żaden chytry wybieg. Mieszko nie planował zwodzić wroga, licząc, że ten zmęczy się długim marszem, a choroby i dezercje przetrzebią jego siły. Zwyczajnie nie miał na to czasu. Minęły jakieś dwa tygodnie i polski król poprosił o pokój. Liczył, że zdoła rozbroić kryzys, zanim ten wejdzie w decydującą fazę. A więc: zanim wkroczą Rusowie. Władca Kijowa sparzył się już raz na sojuszu z Niemcami i przy tej okazji wyraźnie zwlekał z rozpoczęciem ataku. Zupełnie jak Stalin. Też we wrześniu, tyle że 1939 roku. Mieszko był gotów na właściwie dowolne ustępstwa. Przystał na zwrot każdej ze zdobyczy ojca, narażając się na gniew starej gwardii. Zgodził się też oddać wszystkie łupy zwiezione parę lat wcześniej z Saksonii, mimo że ten warunek groził rebelią młodszych członków drużyny. Ludzi, którzy właśnie za sprawą przeklętej ekspedycji na niemieckie pogranicze zbili fortuny. Jarosław Mądry wyraźnie zwlekał z rozpoczęciem działań wojennych, czekając na niemiecki ruch. Zupełnie, jak 900 lat później zrobił to Józef Stalin. Na zdjęciu rekonstrukcja twarzy wielkiego księcia, wykonana w 1939 (!) roku przez antropologa Michaiła Gierasimowa (fot. Shakko, lic. CC BY-SA Wystarczyło kilka dni negocjacji, by reputacja króla została zupełnie zszargana. Mieszko wiedział, jak ciężkie czekają go teraz boje z wewnętrzną opozycją. Był jednak skłonny stawić jej czoła, jeśli miałoby to oznaczać, że uratuje tron. Jego nadzieje nie doczekały się spełnienia. Ledwie cesarz zawrócił do swojego państwa, a ruszyła inwazja ze wschodu. Ostatni wielki wiking Siły Jarosława weszły w Polskę jak w masło. Książę Kijowa miał po swojej stronie tysiące żołnierzy. W jego szeregach walczył nawet przyszły król Norwegii. Awanturnik imieniem Harald, który w kolejnych latach wsławi się jako dowódca wareskich armii Konstantynopola. Autorzy sag będą opiewać jego zbrojne sukcesy w walkach nad Morzem Czarnym, na Sycylii, w Azji Mniejszej. Jeśli wierzyć legendom, Harald zapuści się nawet do Ziemi Świętej. Wreszcie z olbrzymimi skarbami powróci do Skandynawii i zasiądzie na tronie jako jeden z najbardziej surowych i bezwzględnych władców tej epoki. Potomni będą go nazywać „Piorunem Północy”. Historycy natomiast – ostatnim z wielkich wikińskich królów. Czy też nawet: ostatnim wielkim wikingiem. Harald Hardrada nawet na witrażu katedry w Kirkwall wygląda srogo. Nic dziwnego, że zasłużył na miano ostatniego wielkiego wikinga (fot. Colin Smith, lic. CC BY-SA Nim jednak Harald Hardrada osiągnął to wszystko, jako młodzieniaszek bił się z Polakami. Do boju stanął wspólnie z innym zawadiaką z Północy, Eilifem. Po latach anonimowy bard wspominał: „Dwaj wodzowie, gdzie Eilif, tam Harald, razem stroili na kształt kła bojowy szyk. Wschodni Wendowie wzięci zostali w kleszcze”. A na koniec krótkiego wiersza dodał jeszcze jakże znamienne podsumowanie: „nie było lekkie dla Lechitów prawo wojny”. Oddziały żądnych krwi i łupów wikingów z łatwością przełamały opór przygranicznych garnizonów. Dalej natomiast już zwyczajnie nie miał się kto bronić. Grody były puste, bramy ogołocone ze strażników. To już nie była wojna, ale triumfalny pochód. Do Bezpryma i Ottona dołączali ich dawni dworzanie, słudzy i żołnierze. Nie brakowało też dezerterów, do reszty wątpiących w zdatność Mieszka do rządzenia. Ofensywa ruszyła w połowie października. Nie minął nawet miesiąc, a Bezprym był już pod Poznaniem. Mieszko usiłował związać siły wroga, ale zastępy krzepkich wikingów spychały niedobitki jego wojska coraz dalej na południe. Nie był w stanie wycofać się na Węgry – Rusowie zagrodzili mu drogę. Z przymusu przekroczył granicę z Czechami. I liczył na to, że stary Ołdrzych, od niedawna wyraźnie skłócony z cesarzem Konradem, okaże mu choć odrobinę wyrozumiałości. Wybrana bibliografia: J. Banaszkiewicz, „Lestek” (Lesir) i „Lechici” (Lesar) w średniowiecznej tradycji skandynawskiej, „Kwartalnik Historyczny”, t. 108 (2001). J. Bieniak, Polska elita polityczna XII wieku, „Społeczeństwo Polski Średniowiecznej”, t. 10 (2004). D. Borawska, Kryzys monarchii wczesnopiastowskiej w latach trzydziestych XI wieku, Warszawa 2013. P. Grierson, Harold Hardrada and Byzantine Coin Types in Denmark, „Byzantinische Forschungen”, t. 1 (1966). T. Grudziński, Uwagi o genezie rewolucji w Polsce za Kazimierza Odnowiciela, „Zapiski Towarzystwa Naukowego w Toruniu”, t. 18 (1953). G. Labuda, Mieszko II król Polski (1025–1034). Czasy przełomu w dziejach państwa polskiego, Poznań 2008. G. Labuda, Utrata Moraw przez państwo polskie w XI wieku, [w:] Studia z dziejów polskich i czechosłowackich, t. I, red. E. Maleczyńska, K. Maleczyński, Wrocław 1960. M. Matla-Kozłowska, Pierwsi Przemyślidzi i ich państwo (od X do połowy XI wieku), Poznań 2008. A. Pospieszyńska, Mieszko II a Niemcy, „Roczniki Historyczne”, t. 14 (1938). Richards, Viking Age England, London 2004. J. Sochacki, Stosunki publicznoprawne między państwem polskim a Cesarstwem Rzymskim w latach 963–1102, Słupsk–Gdańsk 2003. B. Śliwiński, Bezprym. Pierworodny syn pierwszego króla Polski (986–zima/wiosna 1032), Kraków 2014. Zobacz również Archeologiczne El Dorado ostatnich lat to Janów Pomorski, Wolin, Kałdus, Pień i Dziekanowice k. Lednicy. W miejscach tych ziemia kryła zabytki, które wyjawiają nigdzie nie zapisane sekrety życia i aktywności Skandynawów na ziemiach obecnej Polski. Kontaktów było więcej, niż uczy historia. Rozpoczynają się na przełomie VIII i IX w. Wikingowie walczą wówczas za pomocą... pieniądza. - Powstają ważne ośrodki handlowe jak dawne Truso, obecnie Janów Pomorski koło Elbląga - mówi prof. Leszek Słupecki, znawca dziejów Słowian i Skandynawów. - Znaczenie tego emporium wykraczało, podejrzewam, daleko poza środowisko lokalne. Bursztynowe i srebrne depozyty, biżuteria, paciorki, pionki do gry, odważniki i fragmenty łodzi świadczą o potędze handlu i rzemiosła, które kwitło tu przed wiekami. W Bardach, w okolicach Kołobrzegu zamieszkała grupa kobiet i mężczyzn. Chowali zmarłych w nieodległym Świelubiu. Wśród ozdób złożonych przez nich w kurhanach zwracał uwagę srebrny galon i supeł - części zdobień ekskluzywnego stroju; fibule z brązu podobne do luksusowych zapinek, które na Gotlandii i w środkowej Szwecji nosiły kobiety z wyższych sfer. Przybysze mogli pochodzić nawet ze środowisk królewskich, uważają naukowcy. Dlaczego szwedzkie elity osiedliły się niedaleko Kołobrzegu? - wiele pytań pozostaje otwartych. Waleczni zbóje, żądni krwi barbarzyńcy i piraci - to najczęstsze skojarzenia dotyczące wikingów. Militarne wyczyny przesłaniają czasem inne aspekty ich bogatej kultury. Archeologia potwierdza, że byli nie tylko bohaterami wypraw wojennych, ale i ....artystami, rzemieślnikami, inicjatorami handlu, żeglarzami i odkrywcami nowych lądów. Zaskakiwali swą mobilnością. Długie łodzie jednego roku przecierały szlak do Bizancjum, w kolejnym widziane były u wybrzeży Grenlandii. Wspólnie wojowali i żyli Braterstwo krwi Normanów i Słowian przypada na wiek X i XI. Wówczas przybysze z Północy zapuścili się w głąb lądu. Rozwijające się państwo Polan potrzebowało silnej armii. Wikingowie służyli w wojsku pierwszych Piastów. Obecność ta nie musiała wynikać wyłącznie z relacji: ja cię najmuję, ty płacisz, ale rozgrywała się na płaszczyźnie czysto towarzyskiej. - Wybitni wojownicy ze Skandynawii służyli na dworach władców, szkoląc zapewne polskie oddziały - mówi dr Michał Kara z Instytutu Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk w Poznaniu. - Zamieszkiwali w centrach politycznych Polski oraz w strategicznych grodach na granicy. Żeniąc się ze Słowiankami, wtapiali się w miejscowe społeczeństwo. Nie musieli stanowić licznych grup, gdyż najważniejsze było ich bojowe doświadczenie. Powierzane im były odpowiedzialne zadania wojskowe. Skandynawską broń odkryli archeolodzy w Luboniu i Łubowie w Wielkopolsce. Militaria wikingów kryła też ziemia w Lutomiersku pod Łodzią. Miecze, topory, groty strzał i włócznie, które wyszły z warsztatów mistrzów Północy, przechowywane są w Muzeum Archeologicznym w Poznaniu. Na Ostrowie Lednickim prezentowana jest największa wystawa uzbrojenia wikingów w Europie z X-XI w. Kolekcja została wyłowiona z dna jeziora, w miejscu przeprawy. Badacze przypuszczają, że na mostach doszło do krwawej walki. Skandynawscy i polscy wojownicy bronili wyspy przed armią czeskiego księcia Brzetysława w 1038 r. Nie tylko pola bitew, ale i groby kryją cenne informacje. Wielkie nadzieje rozbudziło odkrycie dwóch pochówków w Dziekanowicach koło Ostrowa Lednickiego. - Utrzymane były w obrządku północnoeuropejskim, co wyróżniało je na tle kilku tysięcy miejscowych grobów z tego miejsca - mówi Jacek Wrzesiński, archeolog z Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy - Taki rytuał pogrzebowy charakteryzował Skandynawię przełomu X i XI w. W ten sposób mogli zostać pogrzebani wikingowie! Zgodnie z tradycjami skandynawskimi chowani byli też zmarli w miejscowości Sowinki na obrzeżach Poznania oraz w Łubowie niedaleko Lednicy, w Pniu oraz Kałdusie na Ziemi Chełmińskiej. Komory grobowe przybyszów z Północy zawierały luksusowe wyposażenie, w tym drewniany talerz wykończony pozłacanymi okuciami z brązu. W Ciepłem koło Gniewu badacze natrafili na mogiły kobiet i mężczyzn z najwyższych warstw społecznych. Złożeni zostali w trumnach z metalowymi obiciami, a na ostatnią drogę wyposażeni w prawdziwe skarby: kolię ze złotymi i srebrnymi zawieszkami, paciorki z karneolu i kryształu górskiego, z zapięciami ze srebrnych płytek. W jednym z grobów leżał mężczyzna z atrybutami wojownika - mieczem i włócznią oraz jeźdźca: ostrogą, strzemieniem i wędzidłem. Obok ciała położono małą wagę z odważnikami. Czy był uzbrojonym kupcem skandynawskim , czy też kupcem - wojownikiem? - głowią się naukowcy. Jedno nie ulega wątpliwości: "Przedstawiciele elit wojowniczych z Północy weszli tu w układy ze słowiańskimi elitami chcącymi wykorzystać ich doświadczenia, które na pewno nie były ograniczone tylko do spraw militarnych" - stwierdza Władycław Duczko w dziele "Salsa Cholbergiensis" . Miłość na najwyższym szczeblu Kontakty nawiązywane były także na szczycie społecznej drabiny. Piastowscy i skandynawscy władcy zawiązywali pomiędzy sobą związki dynastyczne. Księżniczka Świętosława, córka polskiego księcia Mieszka I, a siostra Bolesława Chrobrego poślubiła, w 983 r., Eryka Zwycięskiego, szwedzkiego króla. Z tego związku narodził się Olof Skötkonung, który w wieku zaledwie 12 lat zasiadł na tronie. Piastówna, po śmierci pierwszego męża, dzieliła łoże z jeszcze jednym znakomitym Normanem - Swenem Widłobrodym, władcą Danii. Na świat wydała pięcioro potomków, w tym Kanuta Wielkiego, króla Anglii i Danii, który zasłynął jako twórca imperium Morza Północnego. Żona dwóch królów i matka dwóch królów została wypędzona z królestwa około 1002 r. Dopiero po śmierci męża w r. 1014 mogła liczyć na pomoc syna. Kanut - zdobywca Anglii sprowadził ją do siebie. Inny królewski związek stał się kanwą sagi - gatunku średniowiecznej skandynawskiej literatury. Czytamy w niej, że pogrobowiec - syn Trygvy, Olaf poślubił Geirę, córę samego króla Búrizleifa, bohatera utożsamianego przez niektórych badaczy z Bolesławem Chrobrym. Romans sprzed 1000 lat relacjonuje wielka saga zwana "Krąg świata", traktująca o historii królów Norwegii. Utwór opiewa życie i czyny wodza Olafa Trygvasona. Jarl był wychowywany na Rusi. Szybko sprzykrzył mu się osiadły tryb życia i już w wieku 12 lat miał podjąć pełen niebezpieczeństw żywot wikinga. Ostry wiatr pognał żeglarza do brzegów Wendlandii - nazywanej tak przez Skandynawów krainy Słowian, w 982 r. Gdy dowiedziała się o tym księżniczka Geira, zapragnęła ujrzeć przybysza. Norweski królewicz przyjął zaproszenie. Miłość od pierwszego wejrzenia połączyła obojga. Namiętny związek przerwała jednak śmierć księżniczki. Wdowiec wyruszył na wiking, topiąc ból we krwi wrogów. W 995 r. został królem Norwegii. Chociaż Olaf jest postacią historyczną, to badacze nie mają wątpliwości, że jego związek ze słowiańską królową jest tylko piękną baśnią. Dramatyczne losy królowej Geiry nie tworzą jedynej opowieści o wspólnocie wikingów i Słowian. Teksty sag, podobnie jak rola przybyszów z Północy w naszej historii są niemal nieznane. Ich pobyt w państwie Polan był przed II wojną i za czasów PRL-u tematem politycznie niewygodnym. Obecność ludów germańskich na ziemiach polskich wykorzystywano do poparcia nacjonalistycznych tez. - Dziś otwarcie mówimy o partnerstwie Normanów i Słowian. Spojrzeliśmy odważniej na sprawę. - tłumaczy Jacek Wrzesiński. - Dawniej odkryciom towarzyszył strach przed dominującą pozycją Skandynawów. Obecne przewartościowanie jest konsekwencją postępu badań. Legendarny Jómsborg i kompas słoneczny Czasy się zmieniły i wikingowie są znów na topie. Fascynacja ich kulturą schodzi pod strzechy. Festiwale wczesnośredniowiecznych odtwórców historii przeżywają oblężenie. Wikińskie imprezy słyną zarówno z krwistych pokazów walk, jak i rzemiosła. Na jedną z najsłynniejszą imprez w Europie - do Wolina przybywa co roku około 1,5 tysiąca uczestników. Wyspiarska stolica bywa utożsamiana z legendarnym Jómsborgiem - warownym obozem, w którym przed 1000 lat żyło elitarne bractwo Normanów. Byli zdyscyplinowaną męską wspólnotą, rządzącą się własnym kodeksem honorowym. Koszary drużynników opisuje "Jómsvikingasaga" napisana na przełomie XII/XIII w. na dalekiej Islandii. Niektórzy badacze podkreślają, że to wyłącznie źródło literackie, inni doszukują się w baśniowej wizji ziaren historycznej prawdy. Jómsvikingowie osadzeni tu z woli Bolesława Chrobrego mogliby pomagać polskiemu władcy kontrolować Wolin - największy ówczesny port nad Bałtykiem. Jednym z założycieli Jómsborga miał być, przybyły z Walii, jarl Pálna-Tóki, który wraz ze swymi ludźmi zbudował potężnie umocniony gród. Do miasta należał port, do którego mogło wpłynąć trzysta sześćdziesiąt okrętów. Wejścia broniły żelazne wrota. Dzielnością wśród jómsborczyków zasłynął Olaf Trygvason - kochanek księżniczki Geiry i władca Norwegii. Po wielu latach od śmierci żony, przybył powtórnie do Jómsborga - mówi epos - szukając pomocy wśród dawnych towarzyszy przeciwko sojuszowi królów Danii i Szwecji. Wracając z posiłkami w roku 1000 napotkał połączone floty wrogich władców. Wywiązała się Bitwa Trzech Króli. U boku norweskiego władcy walczył niezrównany łucznik Einar. Rzecz niecodzienna - pękła mu cięciwa łuku. Wtedy miał powiedzieć: "Tak to, o królu rozpadło się twoje królestwo!" Olaf zginął. Z kart historii zniknęli też jómsvikingowie, którzy zdradzili w decydującym momencie bitwy. Tradycja utożsamiania Wolina z Jómsborgiem przetrwała. Od wieków toczy się spór, gdzie leżał legendarny Jóm i czy można go identyfikować z Wolinem. - Dziś posiadamy nowe argumenty przemawiające za tym, aby legendarną siedzibę wikingów wiązać z Wolinem. Opieramy się na wynikach badań z najnowszych wykopalisk - stwierdza dr Błażej Stanisławski przez wiele lat prowadzący wykopaliska w Wolinie. - Odkryliśmy tu broń, pionki do gry w "Królewski Stół" - ulubioną rozrywkę wikińskich wojowników; biżuterię, naczynia z kamienia importowane z Norwegii, fragmenty wraków łodzi, tabliczkę z napisem runicznym, amulety - atrybuty skandynawskich bogów Thora i Vidara oraz inne zabytki z symbolem boga Odyna. Wszystkie znaleziska pochodzą ze schyłku X i początku XI w., co prawie idealnie odpowiada czasowi wydarzeń opisanych w sadze. Ozdobą kolekcji są przedmioty zdobione w stylu Borre sztuki skandynawskiej, który był charakterystyczny dla wikingów żyjących w koloniach poza ojczyzną. Niezwykłe zabytki ornamentowane w stylu Ringerike i Mammen były przeznaczone dla elit skandynawskiej społeczności. Wydobyte z ziemi ozdobne rękojeści noży, łyżki, figurki łbów smoków skłaniają ku hipotezie, że w Wolinie działali w u schyłku X w rzemieślnicy ze Skandynawii, którzy stworzyli tu własną szkołę artystyczną. Wyroby ich rzemiosła są podobne do dzieł tworzonych na wikińskiej wyspie Mann. Badacze przypuszczają więc, że uzdolnieni artyści przybyli znad Morza Irlandzkiego, tak samo jak jómswikingowie. Żaden z wolińskich skarbów nie może się jednak równać ... drewnianemu dyskowi odkrytemu przed 6 laty. - Jest to najprawdopodobniej kompas słoneczny, dzięki któremu wikingowie mogli żeglować przez ocean - tłumaczy Stanisławski. - To jedyny na świecie zachowany w całości okaz. Drugi - zniszczony został odkryty w 1948 r. na Grenlandii. Leif`Erricson, który odkrył Amerykę na 400 lat przed Kolumbem mógł kierować się wskazaniami takiego właśnie przyrządu nawigacyjnego. Dla badaczy Wolin pozostaje jednak słowiańskim miastem, w którym przez pewien okres zamieszkiwała silna grupa Skandynawów. Bogactwo zabytków jest pozostawionym przez nich śladem. W wykopach i pracowniach archeologów rodzi się świat równie fascynujący jak w poezji skaldów. Normanowie, którzy łupili Europę, stawali w pełnym rynsztunku, by bronić państwa Polan. W czasach pokoju żyli za pan brat z naszymi przodkami, produkując piękne przedmioty, niedościgniony wzór dla współczesnych jubilerów. Naszym wyborem jest, czy przyjmiemy pełnowymiarowy obraz wojów Północy czy też ulegniemy stereotypowi wikinga "z rogami" na hełmie… Autorzy zdjęć: J. Orłowska-Stanisławska B. Stanisławski Według eksperta O obecności i znaczeniu wikingów w państwie pierwszych Piastów opowiada prof. dr hab. Leszek Słupecki z Instytutu Historii Uniwersytetu Rzeszowskiego, wybitny badacz dziejów wczesnośredniowiecznych Słowian i Skandynawów. - Kiedy wikingowie pojawili się na ziemiach polskich?- Można mówić o dwóch falach pojawienia się wikingów na południowym wybrzeżu Bałtyku. Podczas pierwszej z nich przypadającej na VIII i poł. IX w. powstają emporia wikińskie, czyli osady handlowe. Jednym z największych jest duńskie Hedeby u nasady Półwyspu Jutlandzkiego. Ważnym strategicznym punktem jest dawne Truso, czyli dzisiejszy Janów Pomorski koło Elbląga. W tym ośrodku na ziemi Prusów kwitł handel. Do tego emporium dotarł słynny podróżnik i kupiec anglosaski Wulfstan, podążając wikińskim szlakiem. Podejrzewam, że ów targ odgrywał rolę nie tylko w wymianie lokalnej, ale i dalekosiężnej – prowadził do Rzeszy Wielkomorawskiej. - W jaki sposób wikingowie podróżowali najchętniej, zakładając osady, handlując i walcząc?- Przede wszystkim wodą. Wykorzystywali stare szlaki rzeczne płynąc na przykład w górę Wisły do Krakowa i Wielkich Moraw. Pokonywali też morza i oceany. - Kiedy do Polski pierwszych Piastów przybyła „druga fala” wikingów? - Skandynawowie zaczęli ponownie napływać od początku X w. Można to dobrze prześledzić na przykładzie Wolina. Było to potężne miasto słowiańskie w dorzeczu Odry, w którym osiedliła się silna grupa Skandynawów. Liczne ślady ich obecności pojawiają się podczas wykopalisk archeologicznych. - Podczas, gdy cała Europa drżała przed krwiożerczymi barbarzyńcami, Normanowie poddawali się rozkazom władców piastowskich...- Rozkwit państwo Polan datujemy na lata 40. X w. Było to państwo bardzo ekspansywne, potrzebujące walecznej i lojalnej drużyny. Skandynawowie byli chętnie widziani na polskim dworze. Służyli w armii Mieszka I i Chrobrego, z odsieczą przyszli też Kazimierzowi Odnowicielowi. - Dawniej popularny był pogląd, że to wikingowie założyli państwo polskie i że drużynę Mieszka zdominowali Drużyna Mieszka była drużyną Polan, nie Skandynawów. Wikingowie stanowili jednak jej część. - Jaki status mieli przybysze z Północy w piastowskim państwie ? - Od najpospolitszych wojowników po czempionów! Angażowani byli wyborowi wojownicy, tacy „rębajłowie”. Nieliczne ślady wskazują też na znamienitych gości, którzy przybywali tu ze swoją drużyną. Cieszyli się statusem najwyższych dostojników i dowódców. Możny ród Awdańców pochodził ze Skandynawii. Etymologia ich nazwiska wywodzi się od skandynawskiego słowa „audr”, czyli „skarb”. Mężowie tej familii zachowali tradycję nadawania imion skandynawskich. Innym przykładem jest komes Magnus – imiennik norweskiego króla – grododzierżca wrocławski. - Jest Pan znanym badaczem sag. Czy te awanturnicze eposy – baśnie można traktować na poważnie? - Traktuję je jako legendę, która mogła być odzwierciedleniem jakiejś rzeczywistości. Dlaczego wikingom udało się zbudować imperium, które zasięgiem niewiele ustępowało Cesarstwu Rzymskiemu? Nie chcę, ale muszę. Tak mógłby? o sobie powiedzieć każdy wiking. Do podbojów i rabunków, z jakich słynęli, zmuszał ich bowiem tradycyjny system dziedziczenia władzy. – Schedę po ojcu przejmował najstarszy syn, a młodsi musieli sobie na własną rękę znaleźć ziemię, z której mogliby czerpać zyski. A że w Skandynawii ziemi uprawnej było niewiele, ruszyli w świat – mówi prof. Władysław Duczko z Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku. W efekcie w IX wieku podbili już niemal cały cywilizowany świat, od Wysp Brytyjskich przez Normandię po wybrzeże Bałtyku. Zaatakowali wybrzeża Hiszpanii i dotarli do Italii. Dopłynęli nawet do Ameryki. Oczywiście, pojawili się też w Polsce, ale z pierwszymi Piastami raczej współpracowali, niż walczyli, a nawet bronili naszych ziem przed najazdami. Fenomen wikingów nieprzerwanie fascynuje historyków, którzy próbują dociec, co zdecydowało o ich sukcesie. Archeolodzy zaś wciąż dokonują odkryć, które pozwalają lepiej poznać ich zwyczaje i umiejętności. O roli Skandynawów w procesie kształtowania się polskiego państwa i o śladach, jakie pozostawili, dyskutowali naukowcy podczas międzynarodowej konferencji „Wikingowie w Polsce”. Wyłania się z niej nieco inny obraz legendarnego ludu Północy. Byli nie tylko brutalnymi najeźdźcami i wojownikami, lecz także niezrównanymi organizatorami handlu. Najpierw okradli mnichów Wikingowie wyruszyli w świat z terenów dzisiejszej Norwegii, Danii i Szwecji pod koniec VIII wieku. Początkowo nic nie zapowiadało ich pazerności czy okrucieństwa, z jakiej wkrótce mieli zasłynąć w Europie. Jako pierwsze podbili niezamieszkane wyspy Orkady i Szetlandy. Szybko jednak wyprawili się dalej, do Szkocji, gdzie w miejscowości Lindis- farne 6 czerwca 793 roku złupili klasztor. Przez historyków właśnie to wydarzenie uznawane jest za początek epoki dominacji wikingów, która trwała około 300 lat, do XI wieku. – Łatwość, z jaką udało im się okraść nieprzygotowanych do najazdu mnichów, zachęciła ich do dalszej grabieży – twierdzi prof. Duczko. Zdobywali więc kolejne klasztory na Wyspach Brytyjskich. Dotarli do Irlandii, a potem przez Wyspy Owcze dopłynęli do pokrytej lodowcami Islandii, gdzie żyła niewielka grupa irlandzkich mnichów. Wystraszeni zakonnicy szybko wyspę opuścili, a wikingowie założyli tam stałe osady. Żyli z wypasu owiec i rybołówstwa, bo wody wokół wyspy, a także rzeki i jeziora pełne były ryb. Wikingowie nie mieli równych sobie na morzach i oceanach. We wczesnym średniowieczu byli jedynymi, którzy potrafili pływać po otwartych akwenach. Inni poruszali się jedynie wzdłuż brzegów i odpływali tylko na taką odległość, by nie stracić z oczu lądu. Wikingowie docierali zaś do miejsc, o których nawet Rzymianom kilka wieków wcześniej się nie śniło. – Byli wybitnymi żeglarzami, bo wypływali na połowy ryb w bardzo trudnym oceanie, jakim jest północny Atlantyk, szczególnie wzdłuż wybrzeża norweskiego. Musieli tam nauczyć się walczyć z silnym prądem zatokowym Golfsztromem i silnymi wiatrami w cieśninach między wyspami – mówi prof. Przemysław ?Urbańczyk z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN w Warszawie. Lekcje odrobili na piątkę. Skonstruowali łodzie napędzane wiosłami i żaglem. Dzięki temu mogli płynąć także pod wiatr. Gdy zaś stawał się wyjątkowo porywisty, składali maszt trzymający żagiel lub unieruchamiali go blokadą własnego pomysłu. Dzięki temu nie ulegał on zniszczeniu. Skonstruowali też opuszczany ster, który ułatwiał manewrowanie statkiem. Sposób, w jaki średniowieczni Skandynawowie nawigowali, by docierać do coraz bardziej odległych lądów, do dziś pozostaje zagadką. Być może posługiwali się słonecznymi kompasami, czyli drewnianymi tarczami z nacięciami wskazującymi kierunki świata. Dwa takie urządzenia archeolodzy znaleźli bowiem na Grenlandii i wyspie Wolin. A może wspomagali się kryształami, takimi jak islandzki szpat, czyli przezroczysty kalcyt, które odbijając polaryzujące światło, pokazywały pozycję słońca nawet w pochmurne dni. Taką hipotezę przedstawił w 1967 roku duński archeolog Thorkild Ramskou po wnikliwej analizie wikińskich sag. Jedna z nich opowiada o tym, że Skandynawowie mieli słoneczne kamienie, które wskazywały im drogę na morzu. Przypuszczenia te potwierdzili w 2010 roku węgierscy i szwedzcy fizycy, którzy badając właściwości islandzkiego szpatu, ustalili, że za jego pomocą można dość precyzyjnie, z dokładnością do jednego stopnia, określić położenie Słońca. Kolejnego dowodu dostarczył prof. Guy Ropars, fizyk z Université de Rennes, który wykorzystując islandzki szpat, zbudował instrument nawigacyjny. Jest to drewniane pudełko z kryształem w środku i otworem, który kierowano w stronę Słońca. Wiązka światła, przechodząc przez kryształ, ulegała polaryzacji i sprawiała, że kamień jaśniał lub ciemniał w zależności od położenia względem Słońca. Właśnie takie urządzenie byliby w stanie skonstruować wikingowie. Niestety, na nic podobnego archeolodzy jeszcze nie natrafili. ?Wątpliwości więc pozostają. Wielki popyt na jednorożca Wiadomo za to, że wikingowie budowali zarówno długie, zwinne okręty wojenne, których ilustracje można znaleźć w niemal każdej książce o ich podbojach, jak i bardziej pękate statki handlowe, które mogły pomieścić nawet 40 ton towarów. Na nich z Grenlandii przywozili do Europy długie na trzy metry skręcone kły narwali, które na Starym Kontynencie uchodziły za rogi legendarnych jednorożców. Osiągały wysokie ceny, bo traktowano je jako panaceum na wszelkie choroby – były dwa razy droższe od pereł i trzy razy od rubinów. Dzięki nim wikingowie szybko zbijali majątki. Skandynawowie bogacili się też na sprzedaży niewolników. Chwytali Ugrofinów, Turków, przedstawicieli ludów irańskich i greckich, a także Słowian, których wysyłali przede wszystkim na rynki arabskie, do Bagdadu. By usprawnić handel, wikingowie stworzyli – w Hedeby w Danii, Birce w Szwecji i Meklemburgii – ośrodki zwane emporiami. Tam kupcy przywozili towary, a rzemieślnicy z importowanych metali, drewna czy kamieni szlachetnych robili ozdoby, biżuterię oraz przedmioty codziennego użytku, którymi również handlowano. Pomysł zorganizowania takich centrów poddali im Fryzyjczycy, którzy zaczęli je zakładać już w VII wieku. – Skandynawowie szybko zrozumieli, że na dobrych towarach, począwszy od świetnej jakości tkanin produkowanych przez Fryzów i Anglików po przedmioty z metali, można się wzbogacić – mówi prof. Duczko. Sami więc wzięli się do handlu. I to z wielkim rozmachem. Nie tylko kontrolowali główne szlaki handlowe ówczesnej Europy (łączące północną Europę z basenem Morza Bałtyckiego i Wschodem), lecz także wprowadzili monopol. Doskonale znali gęste lasy porastające tereny dzisiejszej Finlandii i Rosji i tak zdominowali miejscową ludność, że tylko oni polowali w nich na liczne zwierzęta futerkowe, w tym na niezwykle cenione sobole. – Futra kupowali wszyscy. Szczególnie dużo płacili za nie Arabowie z dynastii Abbasydów rządzący kalifatem bagdadzkim od połowy VIII wieku. Futra nie były im potrzebne, by się ogrzać, ale świadczyły o zamożności – mówi prof. Duczko. W lasach Europy Wschodniej wikingowie znajdowali też wosk chętnie kupowany przez zakonników. Braciszkowie potrzebowali go do wyrobu form, z których wytapiano kościelne dzwony. Wikingowie spod Elbląga Skandynawom tak dobrze powodziło się w Europie Wschodniej, że w IX wieku założyli stałe osady i organizowali państwa. Najsłynniejszym była Ruś Kijowska pod wodzą Ruryka, protoplasty dynastii Rurykowiczów. Z Kijowa wikingowie organizowali wyprawy na podbój Konstantynopola, ale bez też na tereny dzisiejszej Polski, gdzie założyli przynajmniej dwie osady. Jedną było emporium handlowe w Truso, czyli obecnym Janowie, niedaleko Elbląga. Powstało ono w VIII wieku i należało do sieci wikińskich nadbałtyckich centrów handlowych. Drugą była osada w miejscowości Bardy-Świelubie na południe od Kołobrzegu założona pod koniec IX wieku. Jej mieszkańcy najpewniej handlowali solą, którą produkowali poprzez odparowanie wody z morskiej solanki. Prof. Duczko uważa, że mieszkała tam kilkusetosobowa społeczność. – Na tereny dzisiejszej Polski Skandynawowie nie przybyli jednak tak licznie jak do Europy Wschodniej, bo dla wikingów nie było w Polsce nic ciekawego. Nie mieliśmy wtedy ani zwierząt futerkowych jak na Wschodzie, ani bogatych klasztorów jak na Wyspach Brytyjskich ?– tłumaczy prof. Duczko. Poza Truso i Bardami wikingowie nie zakładali osad. Ale przybywali jako kupcy do Wolina i Szczecina, potężnych w owym czasie słowiańskich miast handlowych, i przywozili tam z Norwegii miękki kamień zwany słonińcem lub kamieniem mydlanym, z którego robiono naczynia. Archeolodzy natrafili na wiele wykonanych z niego mis i dzbanów. W Kamieniu Pomorskim wikingowie pozostawili zaś po sobie przedmioty z runami, staronordyckim pismem, oraz uchwyt do noża zrobiony ze zwierzęcego rogu z przepiękną dekoracyjną plecionką. ?Takie uchwyty polscy naukowcy wykopali także w Gieczu i Gnieźnie, gdzie znajdowały się główne ośrodki władzy państwa pierwszych Piastów. – Owe uchwyty są jedynymi przykładami sztuki z okresu przed Mieszkiem, z czasów jego rządów i potem panowania Bolesława Chrobrego. Dlatego stworzoną przez wikingów sztukę można uznać za pierwszą sztukę Piastów – uważa prof. Duczko. Wikingowie nawiązywali też bezpośrednie kontakty z powstającą władzą piastowską. W XI wieku tworzyli najemną gwardię przyboczną Bolesława Chrobrego. Bronili też między innymi Lednicy przed wojskami księcia czeskiego Brzetysława, który w 1038 roku najechał na Polskę, złupił i zniszczył wiele grodów Wielkopolski. W otaczającym gród ?Jeziorze Lednickim archeolodzy znaleźli kilkanaście wikińskich mieczy. Wpadły one do wody prawdopodobnie podczas walk na drewnianych mostach prowadzących do miasta. – To niejedyny przypadek, kiedy wikingowie byli obrońcami kraju, a nie najeźdźcami – mówi prof. Duczko. W XI wieku zatrudniali się jako najemnicy na wielu dworach, u cesarza w Bizancjum. Podbój ery globalnego ocieplenia Niesamowitej ekspansji wikingów sprzyjał cieplejszy niż dziś klimat. W X wieku, kiedy Eryk Rudy z Islandii dotarł na Grenlandię, nastąpiło apogeum ówczesnego ocieplenia, które trwało przez cały okres wikińskich podbojów, czyli do około XII wieku. Lata stały się dłuższe niż dotychczas, a zimy łagodniejsze. Na wodach przy Grenlandii wikingowie nie napotykali pływających gór lodowych. Brzegi wyspy były pokryte zielenią, dlatego nazwali ją Zieloną Wyspą. Ciepły klimat zachęcał ich do dalszych wypraw. W 1000 roku syn Eryka Rudego, Leif Eriksson, dotarł do Ameryki i nazwał ten kontynent Winlandią, czyli Krajem Wina. Dopłynął do wybrzeży Nowej Fundlandii, w okolice dzisiejszej miejscowości L’Anse aux Meadows w Kanadzie, i tam założył kolonię. Dalej jednak już nie dotarł. Po 300 latach wikingów zaczęło opuszczać szczęście. Klimat ochłodził się o kilka stopni, przez co musieli opuścić Grenlandię. – Nie potrafili przestawić się na tamtejsze warunki. Chcieli być rolnikami i Europejczykami, więc nie uczyli się od Eskimosów technik przetrwania w zimnie. Nie umieli polować pod lodem, wyrabiać łodzi ze skóry, a nie drewna, którego na Grenlandii nie było i trzeba było sprowadzać ze Skandynawii. Nie chcieli wykorzystywać kości zamiast żelaza czy wreszcie ubierać się w futra, a nie koszule tkane z wełny – opowiada ?prof. Urbańczyk. Nie powiodła im się też kolonizacja Ameryki Północnej, której ziemie były żyzne, zalesione i bogate w rudy żelaza (niezbędnego do produkcji mieczy i zbroi). Natrafili bowiem na silny opór rdzennych mieszkańców. Pecha też mieli w Hiszpanii, gdzie nie udało im się pokonać królujących tam wówczas Arabów. – W kronikach z X wieku możemy przeczytać, że Arabowie tylu ich zabijali, iż nie starczało szubienic i trzeba było wieszać wikingów na palmach – mówi prof. Duczko. Ostateczny kres epoki skandynawskich wojów przyszedł w 1066 roku. Wtedy Anglicy w bitwie pod Stamford Bridge nad rzeką Derwent koło Yorku zabili króla Haralda Surowego, a jego armię niemal doszczętnie wyrżnęli. Synowie Haralda próbowali co prawda odbudować potężną, słynącą z najlepszych wojowników armię i pomścić ojca, ale im się nie udało. Niedługo potem, bo już w XII wieku, rolę wikingów – groźnych wojów – przejęli Słowianie żyjący między Łabą a Odrą. I to oni grasowali na Bałtyku. Napadali na statki, łupili nadbrzeżne miasta i gwałcili tamtejsze kobiety. Niektórzy brali ich jeszcze długo za wikingów... Centrum Słowian i Wikingów na Wyspie Ostrów koło Wolina jest rekonstrukcją osady sprzed tysiąca lat. W historycznych zabudowaniach toczy życie codzienne dawnych mieszkańców wyspy. Mieszkają, pracują i bawią się na oczach i z udziałem widzów. Największą publiczność ma tutaj doroczny Festiwal Słowian i wioska powstaje w oparciu o wiedzę, jakiej dostarczają wyniki badań archeologicznych prowadzonych na terenie Wolina. Chaty buduje się tutaj tak jak przed wiekami. W zrębowych konstrukcjach nie znajdziemy ani jednego gwoździa. Ściany domów zbudowane są z poziomo i warstwowo ułożonych bali, połączonych w narożnikach za pomocą zacięć, w najprostszej formie „na obłap”. Docelowo ma tutaj stanąć 27 budynków (dziś jest kilkanaście), a do tego bramy wjazdowe, wały, umocnienia obronne i nabrzeże skansen żyje i rozwija się. Możemy tutaj podpatrywać, jak wyglądała praca naszych przodków, ale również spróbować własnych sił w historycznych zawodach. W otoczeniu rekonstrukcji wczesnośredniowiecznej zabudowy turyści uczą się lepić naczynia z gliny, wyrabiać filc i pisać gęsimi piórami. Poznacie tutaj także zasady walki z dawnych czasów (wyposażenie wojowników można zobaczyć i przymierzyć w zbrojowni), w karczmie zaś będziecie mogli spróbować podpłomyków pieczonych na blasze z miodem, marmoladą lub twarogiem, chleba ze smalcem i herbatę ziołową. Jest tutaj także cała chata zielarza. Wyroby ze szkła - paciorki, pierścionki, naczynia - zgromadzone są w chacie szklarza, skóry dzikich zwierząt znajdują się w chacie myśliwego, a w chacie skórnika prezentowane są gotowe wyroby – sakwy, buty, pasy i kaftany. Do atrakcji skansenu należy chata mincerza, w której można zapoznać z etapami produkcji dawnych monet, zobaczyć stemple, młotki i inne narzędzia, a w końcu samemu wybić monetę. Wolin słynął z handlu, nie mogło zatem zabraknąć tu kantoru i magazynu kupieckiego. Jest też warsztat introligatorski, chata skryby, bursztynnika, jubilera, rybaka i rogownika, który rogi zwierzęce zamienia w instrumenty i czynny jest w następujących godzinach: kwiecień – czerwiec lipiec – sierpień wrzesień – październik Bilet normalny kosztuje 7,50 PLN, ulgowy - 5,50 plaże w Międzyzdrojach, Wisełce i MiędzywodziuKontaktStowarzyszenie Centrum Słowian i Wikingów, ul. Graniczna 2, 72-510 Wolin, tel. 605 640 644, 601 981 367; adres skansenu: Wyspa Ostrów, Recław 37, Wolin (wjazd do skansenu od strony miejscowości Recław)Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera

wikingowie bali się słowian