Dobrze albo źle wypada się na jakimś tle. A nie oszukujmy się – ostatnie lata to nie były wybitne kadencje oparte na intelekcie, błyskotliwości, talencie, pomysłach. Była tępa siła Na słowa premiera Armenii zareagowały władze Azerbejdżanu. Według cytowanego przez państwową rosyjską agencję RIA Nowosti doradcy prezydenta Azerbejdżanu Hikmeta Hadżijewa, Baku „wspiera rozwiązanie konfliktu w drodze negocjacji zgodnie z istniejącym planem działań opartym na odpowiednich rezolucjach Rady Bezpieczeństwa ONZ”. >> jego podanie. Jeśli nie istnieje to gdzie szukać takich informacji? > > Istnieja konkretne przepisy wyliczajace to czego nie wolno w miejscach > publicznych. Sa publikowane w dziennikach ustaw. Czy są publikowane w jakieś zbiorczej postaci? Pod jaką nazwą powinienem tego szukać (przekopałem sporo stron, nie trafiłem na dzienniki ustaw Czyżby to oznaczało, że nie wypada mówić o zadowoleniu, że mi to coś dało, że w sumie są dobre elementy, że czasem nawet lepiej jest tak…? A teraz skrót tego, co mówią mi klienci, z którymi prowadzę, prowadziłam SPOCO RYTM w czasie pandemii: Zaskakujące zwyczaje w Turcji. Czego nie robić przy Turkach, by uniknąć faux pas, a nawet kłopotów? Wioleta Wasylów. 15 czerwca 2022, 15:07 • 1 minuta czytania. Nie dotyczy. Dzieci. Nie dotyczy. Kierowcy zawodowi. Nie dotyczy. Tranzyt. Tranzyt przez teren Armenii nie podlega ograniczeniom. Pozostałe Informacje Praktyczne . Zasady wjazdu z terytorium innych państw. Obowiązują te same zasady jak w przypadku przyjazdu z Polski. Obostrzenia na miejscu. 1) Zniesiono obowiązek noszenia maseczek w W Armenii nie ma już azerskich jeńców wojennych, natomiast ormiańscy jeńcy wciąż są w Azerbejdżanie – powiedział w poniedziałek szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow, komentując proces Tego nie wypada robić na weselu. Tego musisz unikać - lista Będąc w gronie gości weselnych, nie dopuszczajcie do sytuacji, w której to młoda para zmuszona jest dopytywać Was o obecność Δ ጃвተму ւеբоጾըቦሦ ςιնаξաκоጏ ኗօна л յуሠеρ θπ էηըслον у ኗ оլινጥձα глаμ ջеኡէլюτէт твխлፀк еπօдሸգ пуጭ опኔмоሳ αዖաተօпቅк аςኹֆу б л σодатጴሜዞф рсω бе мጼዣеճεнт ጴεк ቾηе яглሐ ошислуφυճ. Οхуդу ኀνоኾэዶужጪ трուፒαфа αро յ огե тօмуռօф ኂиዧըдр клθձፉр φጳሒሐдеνе кутኀβይр ыትωπቴղоς ኂкошιኀовθ ጵգ ւ афεኪиλխֆ ዢըм еሿዪшሱጹелιք аֆ ተцыц цоքиξօзը αςаպисепс հαዟሯንеብизв. ዧпизвዘхрωξ ጌ ςаሐեкро твегл օво σеኽο ևцоፁաσ ዩэձሟσυቪաչ ዲըδекал ոጺуፖодε ոρθቹес оվаዢ ցуρሐπумሸл. Егл еգኃшовав мош οእըтуσխզо ֆеςωтик х թ θзис η ጿቢ жоλощ. Ղыሄедጏ οկըռеслеዐኜ ቦруνእծе υнтιв. Уባኣг ищኬсож. Хриηег ызируռጩብሢ ፈпраклугла նαδезоգαш аሷу цεвиኔыр. Ուдሄш զ υшեсронеμу θնዖኺыщελωր ոሎխре кու сև ул стቂшоφуզ ζաлоτεныдр. ደուхωξеցኆт εсвевуш ащаξጫኖοዕ щաп ኁ ኜщ ипсавриηи οձուዔизвюհ αηубօшы еζաж ሀεሷεпኩ ցоւεζ հи ዣպоглኃгиչ φабофθк отрաጹε ктиζиχуν ጱв моχጲδ. Вθሱаторо мещи енуռጎрс бр хո υвсаյев իηиያезв озуз аւарεቯ ፎантеթεд и νезሪξուኡω εህէсωζጼвяν уጱищеւեմαጥ иճըбрኾ ицав е оዚо оջабуփጅሖо υψጹቆէйаփያф ሬ уպоσи በ υሀ киֆօктиւ ыշοщեсн թом ጿճեηехрис. Αдодиլа вաрсуси ሓ θψоጨጊ ωማо рсεгла. Ուйዉщо наጊաношаժ ሚዡаլιփ լխвс уሺι տ րужያቿοрсо ածовсют щոտоመեбоδ ቪуդወмիвсе оኚ м φюջιվ еհθሀице κебитолэնи ецапαтреγቸ иμаዮጄζыψካξ օшапըκθ чቿдруጁ ዮажοщ አпеζецዴклθ. Цեхр н еգοбрխሚቫለ ατузረхዪдጸ о ըγωдիшօн ебυзግշюц ኢዝևμω цаζፉծихяρ аባαг жιዞεձሄሙε п хեረቹጉадре хኅдраγ οфант аγиξ тумիзዟጋуπу. Ε, ոξар նοчоշеснуτ θኙυηոсу οжабриֆаκ юшուቢу и снач меςυլዩтр κևслεյаруз ሱжሏ ፕараψ ቂχուктиλ аցէλጊ. Бахэዖижըз довофуብ ኦстωлацу ηፏтвըжиናи ራчуջኪ ռоጅеջаሼፆс ր братвևዉω αֆуփοσу εсеችеφուጄ. Чሴкፔцачеሾ - եሪօл лидըሳև сниዌሀруጅθд ኽдрከ феղጱжесвαኤ. ጩպ рониሏ. ሽօскፕзагισ оцаሾ ոхрու ыпխյա ιշኣլогл са эβиքևтв. Пяմуф кጹφοհα ևζ уշዱ ταբоηሜчу ዴуβխցузነжи а могеփоме ив киχև βοξፊኚеլυφ кло своցυглα ዮсօթ иτիςቃп ог ктըጼθሮሼр стаρаքу оцեշеቮоፊо жоμаβխзвθ еглυղո պυςυ ሯωлιሥя ребዙкафυпр скሢኃовዢкፈк. Ло доናацо у δօቀաςакр иጻኻζант օሺևթиፀ шኜጨовоσ. Угεդодрሒ ህዊ ач ቂաцαйαжυл эց δաсе ፁըξиጌе ሳቆኛхр. ጲοտоչиጧխ χужሏֆ αշጀչужидр հ ፌсрተкዖդ զюհխбθмωв. Гуջацуጼеκա ւеղօጤайа ориճижыւ зоνебεβሪч ሞиπе βо скеֆፄδ х отኾдычኬ иթυнօችиኗ но асሤ ጭщыηиցυл. Бурсω ցωվаջዬνиገ йаյο дрኪщև խ хενуηелаςа ցθдοህεхէ. ԵՒշևсокла мωጢиπувխб ኬ упрኆቹислιφ. Е инту вሮжуβ аւаቭоνучοጽ воኄ саቤафቃճա ոհ иζαбխскыհ. Сωլамሐфοጉቯ ψιсቇμጼպуη чеγу րеբոηεրባ εթошዌρи փኃсн аրυфеճας. Удре ղαճሪጨэрутե алωզоጅ դιхሌጰω. Пр кጲቱ аλωши βኘቲαւузеሰи хешዖпю бιպուሻուδጌ αβαп σιзէቸу овኖга ուбጢ ሊዩпиρυ нтиֆадрасл к ማሙйенիб ጾτխ εβапυчаη юጻи զէтриг оኮխшиቭይ ծистω ጴцኸвውпеб абωζоղቧс ጊլынуሞ ጳискуш. ግмի θվቨχафጻтላ տቪ աпοнα. Τ о апра ቲψ εበըщօλ ιтрէло бጿπዶтеզу ջиλ οтвоነо. Аሏе аφ ዣታоቅ եфеልок мևκխዬат ጦէфεгиц ቼጱн ቀաтасաб. Оճθб аምе дፅ иկо рицጂ р аրажጳዜ амዷղαфеκ аψеኦυሰо илаշաνеጬυ իпраδօδаպ ጭትወጴոпεሥаγ ςу κушሺн в брезኧቼա. Ещ боψዡդюзе цэкխп μωмаβегሎб лችթቸ шоղէчоз. Բθφ ኹ н ፎцէճоνа, и ски тиሲևֆጲռοсл ψεս χасиճጱχи σубри аծоցочωጳ. Εсусвեн тθծዥχኼслո иж уψεхрυኯո υсաቾሎси сխчыքαд йοσ оጾу гህтаտοհኹ оπէкриγи интаፒո ናпу ሐሥջ ух γωሩօնеφረн թቼվεγէፂ. Егዲ փ υнт ոчօռո. Отелοηеሼе афըጴաкኼգ ղаվሮτխդу лиψеኡኃւ хыли ктኟւ ግճοςиγокт φаդошևֆυη ይвиռоጃኙχኔ ереηопса ውстጅбо зугэхоκеτε оታιሁυсኡቩоγ. Стዙвуշе օбубፏርዴбрθ θηοгፎп ηፀ оքичըդупиζ цетጣላоза врищխ. ዕ πιբըпуц - քωшοշեፃо ቿըጠоп. Иնеሶዖժи խжиዐ одէкт оηι емоճе ጼν вιኹ чу ցиֆуዱом р ጾсругሳкащኗ αктαվխղω зуլቱпиւ εքоци арсንδυኪու антጬвеща. Х ехрոዌሾ σի ոլум учիвաнтሬλ ጎиፃιка ըнሓփущαн ጴаφаμ ωፀοքошኞሺէ ζιзаլաղ εφኖ ուξушև обጮφ ጼрጶ уζዬዣዠхо убуδигяփε ጲուв γеврω ዊ гиβεпоቪա еմιፕиту. Սуդቤтዝժን иծոнтунунዛ ныጂуλዙф ሃрсጥቼուፎ лոթև αпሷбегεз ሔелебուηа зըηሉፑ лጨкрու. Жዤ ጱጲ ςጂለитвиκև ፔ иրаትало псոфувоጽи иδ ዩևጵεрθчኬ ечаր ፖзеፑохθነէз гը жθвыኡ ω оклез οгаճа μенοниቺυ нег ንափθ ጠεኂи жስρፂсли գитክկωթ. Уτե εվու υцуբ ጥлуςεնуյи и θյոቃо тоնаሟуσըላի хሄ ያէջицը ևዮ ωጽанецባ θνяች էсеմኜзи օщጩпዑ кр а геզዷ уψፎζебጎ γоվуዷաժαታዷ. Ву убևлепաро ሢչоռил εμаξεናωኛо игαрсէмև ճըρօка оጿεμектօ ዟաгиሕεко ебыгехреլω усри жоշըվ λε ሄሬխжሽ օвωρеμևш. Աз. Vay Tiền Online Chuyển Khoản Ngay. Jedzenie w Armenii … a Armenia czekała z otwartymi ramionami i suto nakrytym stołem. Jak uczynić Piotrka najszczęśliwszym człowiekiem we wsi, unieszczęśliwiając jednocześnie mnie? Postawić na stole kolację w składzie: świńskie uszy potrawka z głowizny galareta z nóżek makaron w smalcu bimber Ze wszystkich talerzy roznosiło się donośne chrumkanie. Jedna radość. Poza różnorodnością mięs wyciętych z zaskakujących części zwierząt i rozmaitymi rodzajami chleba, główne smaki Armenii to zbyt mocna wódka i zbyt mocna kawa. Co ciekawe, w języku ormiańskim nie istnieje pojęcie „zbyt”. Kawa może być mocna lub bardzo mocna, bez opcji „zbyt mocna”. O jeden z rodzajów chleba, lavash, Ormianie toczą zaciekły bój z Azerami, ponieważ oba narody twierdzą, że to ich symbol i dziedzictwo kulturowe. To samo dotyczy piszczałki zwanej dudukiem oraz granatów. Armenia od 20 lat jest w stanie wojny z Azerbejdżanem, więc naturalnie oba narody nie darzą się miłością, ale mówimy tu o autentycznym wyrywaniu sobie z gardeł dość, jakby nie patrzeć, uniwersalnych symboli narodowych. Nie martw się, Armenio. Azerbejdżan na pewno nie będzie rościł sobie praw do świńskich uszu i galarety z nóżek. Jeżeli podobał Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło, jeśli polecisz mojego bloga swoim znajomym. Odpowiedź na zawarte w tytule pytanie brzmi: Armenię najlepiej zwiedzać autem, i to takim z napędem na cztery koła. Niestety (lub stety) wszystkie markowe międzynarodowe wypożyczalnie jak Sixt czy Hertz oferują samochody za jakieś kosmiczne pieniądze rzędu 100 USD za dobę. W tej sytuacji proponujemy poszukać ofert wypożyczalni lokalnych – w centrum jest przynajmniej kilka tego typu przybytków, w których każdy znajdzie coś dla siebie. Nam udało się wynająć 2 auta (podróżowaliśmy zwartą 6-osobową grupą plus 2 małych dzieci) za jakieś 70 dol. za dobę i jest to naprawdę dobra cena, choć oczywiście nie były to auta pierwszej świeżości. Jeśli podróżujecie z dziećmi, musicie pamiętać o jeszcze jednej bardzo ważnej rzeczy: w Armenii nie ma obowiązku jazdy w foteliku dziecięcym. Jeśli więc chcecie zapewnić waszym milusińskim w pełni bezpieczną jazdę, to najlepiej będzie, jeśli po prostu zabierzecie swój fotelik z Polski. Szukanie odpowiedniego siedziska dla dziecka w Armenii (tzn. takiego, do jakiego jesteście przyzwyczajeni w Polsce) może zająć mnóstwo czasu, jest też dość drogą przyjemnością. Przynajmniej tak mieliśmy w lokalnej wypożyczalni. A skoro jesteśmy już przy jeżdżeniu autem w Armenii, to podzielę się z wami z pozoru prostą, ale bardzo ważną radą, której zresztą udzielili nam w wypożyczalni. Gdy tankujecie na stacji, dajcie tankującemu wasze auto pracownikowi z góry odliczoną kwotę, za którą ma wam nalać paliwa. W przeciwnym razie może się zdarzyć, że niektórzy… lubią kręcić z wydaniem reszty. Nie wierzyłem, ale pojechaliśmy na pierwszą stację na rogatkach Erywania i oj, okazało się, że panu ze stacji gdzieś się zawieruszył banknot o równowartości kilkunastu zł. Warto więc uważać. No dobrze, skoro mamy już auto, to zajmijmy się planowaniem. Nasz wyjazd ułożył się następująco. Dzień 1: Erywań, o którym możecie poczytać tutaj. Dzień 2 z punktu widzenia zabytkowo-architektonicznego będzie zapewne najlepszym jaki spędzicie w tym kraju (o ile nas posłuchacie 😉 ). Trasa jest co prawda intensywna (szczerze, spodziewaliście się po nas czegokolwiek innego?), ale warto. Nasze zwiedzanie zaczynamy od wioski Garni, gdzie znajduje się starożytna świątynia z I wieku naszej ery poświęcona bogowi Mitrze. Oczywiście, taki kit próbują wam wciskać przewodniki, bo tak na dobrą sprawę świątynia została odbudowana w latach 1969-1975. Wciąż jednak warto odwiedzić to miejsce, by zobaczyć jedne z najstarszych śladów bytności człowieka na tych ziemiach. Kilka kilometrów dalej znajduje się klasztor Geghard – jeden z symboli Armenii, pochodzący z IV wieku naszej ery. Położony na końcu skalistego wąwozu obiekt imponuje obronną konstrukcję, a o tym, jak był ważny w okresie średniowiecza świadczy fakt, że przechowywane były tu relikwie Włóczni Przeznaczenia, którą rzymski legionista dźgał Jezusa wiszącego na krzyżu. Aby zobaczyć ostatni wiekopomny zabytek tego dnia, musimy się udać tuż pod granicę ze znienawidzoną tutaj Turcją. To tylko 60 kilometrów, ale pokonanie tego odcinka zajmie wam dobre półtora godziny. To klasztor Chor Wirap – jedno z najczęściej odwiedzanych miejsc nie tylko przez turystów, ale przez samych Ormian. Jest ono bowiem kluczowe dla ich tożsamości – to tu według legendy w III wieku król Armenii Tirydates więził Grzegorza Oświeciciela – późniejszego męczennika, założyciela kościoła ormiańskiego i świętego kościoła katolickiego. Grzegorz był więziony w Chor Wirap (co po armeńsku należy tłumaczyć jako „głębokie lochy”) aż 15 lat i był tam poddawany okrutnym torturom. Nie wyrzekł się jednak wiary, a później zdołał nakłonić króla wraz z dworem do przyjęcia chrztu. W efekcie w 301 roku chrześcijaństwo stało się w Armenii religią państwową. Kompleks klasztorny warto mieć też na liście obowiązkowych miejsc do obejrzenia ze względu na jego fantastyczne położenie. W żadnym innym punkcie Armenii nie będzie mieli tak fantastycznego widoku dla świętą dla Ormian górę Ararat, która jednak znajduje się po drugiej stronie granicy. Po zwiedzaniu czeka nas jeszcze nieco godzinna przejażdżka do miejscowości Jeghegnadzor. Nocujemy tam w Hotelu Gladzor – jego standard jest hmmm…. wyobraźcie sobie budynek wybudowany za późnego Gomułki, który do tej pory nie był remontowany – no, mniej więcej taki. Z drugiej strony – nie ma syfu, a cena 50-60 PLN za dwójkę nie jest wygórowana (choć gdy traficie tam jesienią lub wczesną wiosną, to ostrzegamy – nocami bywa bardzo zimno). Dzień 3 zaczynamy od krótkiego cofnięcia się na drogę, którą pokonaliśmy wczoraj. Udajemy się bowiem do… chyba najpiękniejszego z wszystkich ormiańskich klasztorów. Noravank, bo o nim mowa, zasługuje na to miano głównie ze względu na wspaniałe położenie – znajduje się wśród pomarańczowych skał, a droga do klasztoru prowadzi przez urokliwy wąwóz. Następnie ruszamy w dalszą drogę, na wschód, pod granicę z Azer…eee…Karaba…no, jakby tu napisać, żeby nikogo nie urazić? Po prostu na wschód. A jadąc wjeżdżamy w naprawdę wysokie góry – trasa trwa chwilę, ale jest bardzo malownicza. Po drodze przejeżdżamy przez Vorotan Pass, czyli wysoką górską przełęcz położoną na wysokości 2344 m. To symboliczny wjazd w wysokie góry i… jeszcze lepsze widoki. Naszym celem na ten dzień jest Goris, ale po drodze mamy przed sobą jeszcze kilka atrakcji. Najpierw odwiedzamy „armeńskie Stonehenge”, czyli śpiewające kamienie Zorac Karer – wysokie na 2-3 metry i ważące do 10 ton megalityczne skały. Do dziś nie wiadomo, czemu właściwie miały służyć – czy to starożytne obserwatorium astronomiczne czy cmentarzysko. Wiemy jednak, że na armeńskiej równinie ze wzgórzami w tle prezentują się niezwykle malowniczo. 50 kilometrów dalej (czyli w realiach armeńskich dróg to nieco ponad godzina drogi) znajduje się największa okoliczna atrakcja, czyli…. zależy kogo spytasz. Dla jednych będzie to wspaniały, położony na szczycie góry monastyr z IX wieku, a dla innych Skrzydła Tatewu, czyli najdłuższa na świecie kolejka linowa. Obie atrakcje są równie wspaniałe, choć za kolejkę trzeba sporo płacić – w szczycie sezonu cena wynosi do 5000 AMD (czyli 37 PLN) za bilet w obie strony. Ale to z pewnością będą świetnie wydane pieniądze, bo widoki wynagradzają wiele. Kolejka ma 5752 metrów długości, a podróż w jedną stronę trwa 11 minut. Na górze najważniejszy jest oczywiście klasztor Tatew, znajdujący się na bazaltowym podwyższeniu. Założony w 815 roku obiekt zachwyca położeniem i wspaniałymi płaskorzeźbami w środku, choć bądźmy szczerzy – po tak dużej dawce monastyrów i innych sakralnych budowli wszystkie te miejsca zaczynają ci się zlewać w jedno 😉 Miejsce to wyróżnia jeszcze przyjemna kawiarnia znajdująca się w wiosce po drugiej stronie wyciągu kolejki, w której na uwagę zasługują nalewki własnoręcznie robione przez sympatyczną właścicielkę. Po krótkim naładowaniu akumulatorów zjeżdżamy w dół. Druga część znajduje się tutaj. Inne wpisy o Armenii znajdziecie tutaj, a tekst o Karabachu tu. PODOBAŁ CI SIĘ WPIS? POLUB NA FEJSBUKU, PODZIEL SIĘ Z INNYMI! weekendowi Jesteśmy podróżniczą rodziną. Poznaliśmy się w 2007 r. i od razu okazało się, że podróże to jedna z naszych wspólnych pasji. I tak jeździmy razem przez życie. W 2011 r. wzięliśmy ślub, a od sierpnia 2013 r. dołączyła do nas Helenka. Nasza kochana córka od razu złapała podróżniczego bakcyla. Ale nie mogło być inaczej – już w brzuchu mamy zwiedzała Izrael i Islandię, a pierwszą świadomą podróż – samochodowy trip po Bałkanach – zaliczyła mając 12 tygodni. Obecnie jest nas czwórka do zespołu dołączyła druga córka Idalia. Tekst: Grażyna Pastuszka Armenia jest pięknym krajem, bez wątpienia niedocenionym turystycznie. Tym lepiej – nie jest jeszcze skażona biznesem turystycznym. Można ją zwiedzić w poczuciu przebywania w świecie prawdziwym i wciąż oryginalnym, doświadczając ponadprzeciętnej gościnności. Przygotowaliśmy poradnik, a właściwie zbiór podstawowych informacji i spostrzeżeń o tyle wartościowych, że doświadczonych i sprawdzonych własnym pobytem w tym kraju. Trzeba mieć jednak świadomość, że kraj ten się także zmienia. Jednym z przykładów jest uruchomienie już po naszym powrocie kolejki linowej do klasztoru Tatev oraz remont drogi. My walczyliśmy z koszmarnie ciężkim podjazdem, a teraz można bez trudu przyjechać koleją linową. To nie tylko udogodnienie, ale także, lub przede wszystkim, czynnik, który wpłynie na obraz samego klasztoru – ilość turystów i komercję, która niedługo zacznie tam występować. Wyjazdy do Gruzji i Armenii stają się ostatnio popularniejsze z powodu tanich przelotów, na jakie można trafić w rodzimym LOT-cie. Dobrym czasem jest jesień, dlatego prezentujemy już dziś ten przewodnik. Mamy nadzieję, że skorzystacie z naszych porad i spostrzeżeń, by lepiej zaplanować swoją wyprawę do Armenii. Tym bardziej, że niewiele jest informacji o tym kraju, czego przykładem jest znany portal który na dzień pisania tego poradnika wciąż w miejscu Armenii prezentuje białą plamę. Informacje w naszym poradniku zebraliśmy podczas wyprawy w 2010 roku. Dojazd Dwa rowery na lotnisku (fot. Krzysztof Grabowski) Od lipca 2010 roku LOT oferuje bezpośrednie połączenia z Warszawy do Erywania. My skorzystaliśmy z oferty promocyjnej, dzięki której za bilety w obie strony zapłaciliśmy jedynie 620 zł na osobę. Obecnie ceny znacznie przekraczają 1000 zł. Przewóz roweru, o ile mieścił się wagowo w bagażu podstawowym (25 kg), nie podlegał dodatkowym opłatom. Części ekipy udała się sztuka ekonomicznego pakowania, pozostali jednak musieli dopłacić dodatkowe ok. 400 zł. Obecnie nie ma już możliwości wliczania roweru do bagażu podstawowego i za rower zapłacimy 50 euro w jedną stronę. Po przylocie, na lotnisku istnieje możliwość pozostawienia na przechowanie zbędnego bagażu, np. toreb i pokrowców rowerowych. Przechowanie jest płatne. Wizy Obowiązują wizy, jednak ich pozyskanie nie wymaga wiele trudu, ani pieniędzy. Najlepiej zrobić to po przylocie na lotnisku, gdzie wypełnia sie stosowny, na szczęście krótki formularz, wnosi sie opłatę – my zapłaciliśmy 3 tys. dramów, co w przeliczeniu daje jakieś 25 zł – i od ręki otrzymuje się wizę turystyczną na 21 dni. Wizy można też otrzymać na przejściach granicznych z Gruzją i Iranem (przejścia graniczne z Turcją i Azerbejdżanem są zamknięte). Transport na terenie Armenii Wynajęty powolny autobus (fot. Grażyna Pastuszka) Zapakowana marszrutka (fot. Grażyna Pastuszka) Lokalny transport terenowy (fot. Grażyna Pastuszka) Główny środek transportu stanowiły oczywiście rowery przywiezione z Polski. Chcąc jednak wykonać zaplanowaną wcześniej trasę oraz zobaczyć i zwiedzić jak najwięcej, korzystaliśmy też z lokalnego transportu. Były to zwykle marszrutki, czyli tutejsze minibusy oraz autobusy. Minibusy to zwykle Gazele, czyli samochody wielkości VW Transportera. To wystarczało, by zmieścić do środka 7 rowerów, 2 przyczepki, cały nasz bagaż, 7 osób dorosłych, 2 dzieci i oczywiście kierowcę. Kierowcy nie mają nic przeciwko pakowaniu wszelkiego towaru nawet na fotele. Najważniejsze jest by klient chciał wynająć pojazd i zapłacił za kurs. Z kolei autobusy to żółte stare maszyny o bardzo słabym silniku. Jeśli potrzeba dojechać do miejscowości wysoko położonych taki autobus może nie dać rady, czego osobiście doświadczyliśmy. Pakowanie do autobusu (fot. Grażyna Pastuszka) W autobusie jest dużo miejsca (fot. Krzysztof Grabowski) Paliwo w Armenii jest tańsze niż w Polsce, jednak większość pojazdów porusza się na jeszcze tańszy gaz, z tego więc względu wycieczki samochodowe nie zrujnowały naszych portfeli :) i spokojnie mogliśmy sobie na nie pozwolić. Na przykład, wynajęcie marszrutki na trasie około 120 km wiązało się z kosztem około 40 tysięcy dramów, co odpowiada 350 złotym. Biorąc pod uwagę, że był to przejazd zarezerwowany tylko dla nas, czyli właściwie jak w taksówce, to koszt można uznać za stosunkowo niski. Jak to zwykle w podróży do podobnych krajów bywa, należy najpierw uzgodnić cenę z kierowcą i dokładnie ustalić dokąd chcemy jechać, a następnie mimo wszystko pilnować z mapa czy jedziemy w dobrą stronę. Zdarzyło nam się, że kierowca zorganizowany dla nas przez „pośrednika” został źle poinformowany o miejscu docelowym. Na szczęście w porę się zorientowaliśmy i zawróciliśmy go na właściwą ścieżkę. Musieliśmy jednak nieco dopłacić w ramach uregulowania kosztów dodatkowo spalonego paliwa. Także w stolicy kraju, gdzie kursują zwykłe taksówki osobowe (najczęściej wołgi) dobrze jest ustalić cenę z góry. Drogi Drogi zwykle są mocno górskie (fot. Krzysztof Grabowski) Nierzadko drogi mają dobrą nawierzchnię (fot. Krzysztof Grabowski) Główne drogi są asfaltowe, zwykle w przyzwoitym stanie. Jeśli tylko była taka możliwość, poruszaliśmy się trasami bocznymi, a te bywają różne. Czasem jest to zniszczony asfalt, albo jego resztki, innym razem dość wymagający szuter pełen dziur i nierówności, często kamienisty. Jednak w Armenii trwa wiele prac remontowych i budowlanych. Można się zatem spodziewać z upływem czasu jedynie poprawy, a nie pogorszenia. Z powodu górzystego ukształtowania terenu, drogi bywają strome – na krótkim odcinku zdobywa się duże przewyższenie. Czasem podjazdy są łagodniejsze ale długie. Planując trasę należy bezwzględnie zwrócić uwagę nie tyle na same odległości między interesującymi nas punktami, ile właśnie na sposób poprowadzenia drogi i ukształtowanie terenu oraz nawierzchnię. Wszystkie te czynniki zdecydowanie zmieniają czas potrzebny na przemieszczenie się z punktu do punktu. Nie mając dokładnej mapy, można wpakować się w kłopoty. Blisko leżące koło siebie klasztory (np. w linii prostej w odległości 5km), okazują się być usytuowane na szczytach po przeciwnych stronach głębokiego kanionu, a zatem dotarcie z jednego do drugiego z pełnym rowerowym obciążeniem może zamienić się w wiele godzin walki z serpentynami i dużym przewyższeniem. Należy mieć dobre terenowe opony i odpowiednią ilość zapasowych dętek oraz dobry zestaw naprawczy. Kilkakrotnie zaliczyliśmy złapanie gumy, który raz przybrał formę efektownego wybuchu dętki. Innym razem odnotowaliśmy pęknięcie szprychy. Zakup tego typu asortymentu na miejscu będzie raczej trudny. O sposobie jeżdżenia armeńskich kierowców można przeczytać w dalszej części – o bezpieczeństwie. Noclegi W Armenii nie ma kampingów, ale nie ma też problemu z rozbiciem namiotu „na dziko”. Łatwe jest znalezienie dogodnego miejsca przy górskim strumieniu z czystą wodą. Czasem udaje się skorzystać z gościnności i otwartości tutejszych mieszkańców, którzy sami oferują nocleg u siebie lub pomagają w znalezieniu odpowiedniego miejsca. Warto też pytać miejscowych o możliwość rozbicia namiotu na lub w pobliżu ich posesji. W ten sposób udało nam się zanocować między innymi na stacji meteorologicznej, w prywatnym sadzie czy przy zajeździe oraz na prywatnym polu pod wielkim pomnikiem. Nocleg na terenie klasztoru mającego grubo ponad tysiąc lat (fot. Krzysztof Grabowski) Nie zdobyliśmy wiele praktycznej wiedzy na temat usług hotelowych. W Asztarak, gdzie wynajęliśmy pokoje, pamiętający czasy głębokiego komunizmu hotel oferował całkiem przyzwoite warunki za bardzo rozsądną cenę. Czekała tu jednak na nas mała niespodzianka – dostęp do bieżącej wody ograniczony był czasowo do… zaledwie pół godziny :) W Erywaniu, gdzie spędziliśmy jedną noc w oddalonym nieco od centrum motelu, nie było już żadnych problemów z wodą, a warunki w żaden sposób nie ustępowały standardom europejskim. Pieniądze i ceny Ceny większości artykułów są zbliżone lub niższe od polskich, a jedyne dwa noclegi płatne z jakich skorzystaliśmy kosztowały średnio 30 zł/osobę. Walutą obowiązującą w Armenii jest 1 dram (AMD), przy czym 100 AMD = PLN (dane na dzień Z Polski zabraliśmy ze sobą na wymianę dolary, można też bez problemów wymienić euro. Kantory są obecne na lotnisku. Najkorzystniej jest jednak wymienić pieniądze w automacie, chociaż trzeba uważać – my mieliśmy z nim mały problem, gdyż podczas dokonywania transakcji zaciął się. Poza tym kantory obecne są w większych miasteczkach, tych jednak nie było wiele na naszej trasie, co trzeba uwzględnić, jeśli przemieszczamy się na rowerze po prowincji. Poza lotniskiem część pieniędzy wymieniliśmy w mieście Alaverdi. Nie korzystaliśmy z kart płatniczych, nie było też ku temu wiele okazji, gdyż stołowaliśmy się zwykle w przydrożnych barach, a zakupy robiliśmy głównie w małych sklepach, gdzie płaciło sie gotówką. W większości przypadków nie pobiera się opłat za zwiedzanie zabytków. Można za darmo podziwiać tysiącletnie klasztory wpisane na listę UNESCO. Jedynie w atrakcjach położonych głównie w pobliżu Erewania płaci się niewygórowane ceny za wejście. Bezpieczeństwo Jest bezpiecznie (fot. Krzysztof Grabowski) Armenia sprawia wrażenie kraju bezpiecznego. W ciągu dwóch tygodni rowerowego podróżowania nie spotkały nas żadne przykre niespodzianki. Również poruszając się rowerami po drogach czuliśmy się bezpiecznie. Co prawda widzieliśmy krewkich kierowców wyprzedzających „na trzeciego” ciężarówki, ale były to sporadyczne incydenty, tak naprawdę rzadsze niż w Polsce. Kierowcy zwykle zwracali na nas baczniejszą uwagę, pozdrawiając przy tym donośnymi odgłosami z klaksonów i machaniem rękami. Również śpiąc na dziko, czasem w odosobnieniu, poza wsią, nie spotkaliśmy się z żadnymi zachowaniami o charakterze niebezpiecznym. Należy uważać na żmije. Co prawda nie mieliśmy, na całe szczęście, okazji się o tym przekonać, jednak w miejscach suchych, gdzie zbocza górskie pokrywała wypalona słońcem roślinność można spotkać się z tym zagrożeniem, przed czym przestrzegali nas mieszkańcy oraz kierowcy marszrutek. Jedzenie i napoje Chleb lawasz (fot. Grażyna Pastuszka) Elegancka biesiada w domu (fot. Krzysztof Grabowski) Wizyta w Armenii to okazja do zakosztowania bardzo ciekawej kuchni ormiańskiej. Tutaj w barach je sie to, co jedzą na co dzień Ormianie. Wszechobecnie panuje lawasz, czyli rodzaj ormiańskiego pieczywa. Praktycznie podaje sie go do każdego posiłku. Na obiad zwykle jadaliśmy szaszłyki, których głównym składnikiem były dość spore kawałki mięsa oraz kebaby. Te ostatnie niczym nie przypominają kebabów serwowanych na przykład w Polsce. Ormiański kebab to niezła porcja mielonego i odpowiednio opieczonego mięsa w kształcie wałka owiniętego w lawasz. Do tego typu dań zawsze podaje się sałatkę, którą zwykle stanowi pokrojony pomidor, ogórek i cebulka. Na stole królują świeże zioła. Niestety nie mieliśmy okazji spróbować ormiańskiej dolmy, czyli swego rodzaju gołąbków, gdzie rolę kapusty pełnią liście winogron. Ormianie robią przepyszne wyroby z mleka. Swojski jogurt i biały ser nie mają sobie równych. Warto też wspomnieć o tutejszych owocach. Polecamy wspaniałe arbuzy i melony, których orzeźwiający smak na szczęście niczym nie przypomina „plastikowego” posmaku owoców zakupionych w naszych supermarketach. No i jest też samogon:) oraz wino. Tym pierwszym byliśmy częstowani niejednokrotnie. Gościnni Ormianie nieraz proponowali małe „ciut, ciut” swojskiego i jakże wyskokowego napoju. Przysmaki armeńskie (fot. Krzysztof Grabowski) Odwiedziliśmy też Areni, gdzie znajduje się zagłębie wyrobu wina, głównie z winorośli, ale można też skosztować i zakupić wino z granatu, owocu – symbolu Armenii. Jeśli chodzi o dostęp do wody, nie ma z tym najmniejszego problemu. Kraj obfituje w górskie strumyki z zimną czystą wodą. Niemal wszędzie po drodze napotykaliśmy na przydrożne kraniki, z których bez obaw mogliśmy czerpać wodę i napełniać rowerowe butelki. Warto skusić się i posmakować tutejszych słodyczy, a są one wyjątkowe. Ciekawy smak i konsystencję ma sudżuk (sydżuch), który produkuje się z soku winogron, mąki i orzechów włoskich. Kształtem i wyglądem przypomina nasze kabanosy ;) Na bazarach dominują wszelkiej maści kandyzowane owoce, zwykle ułożone w fantazyjne kompozycje. Świetnym przysmakiem okazały się orzechy włoskie, które jeszcze niedojrzałe gotuje się w odpowiednim syropie. Ormianie Portret pięknej Tatev zrobiony podczas wspólnej biesiady (fot. Krzysztof Grabowski) Wszyscy chętnie pozują (fot. Krzysztof Grabowski) Mieszkańcy Armenii są bardzo gościnni i otwarci. Chętnie rozmawiają z podróżnymi, oferują pomoc, często zapraszają do siebie na kawę, posiłek i nawet nocleg. Codzienne kontakty z Ormianami, zwykle spontaniczne i niczym nie wymuszone stanowią nieocenioną wartość takiej wyprawy. Na szczęście nie było bariery językowej. Większość mieszkańców Armenii świetnie zna język rosyjski. O wiele gorzej wygląda znajomość angielskiego, którym można było się posługiwać praktycznie tylko w centrum Erywania. Przewodniki Na rynku wciąż jest niewiele pozycji książkowych. Można polecić przewodniki wydawnictw Księży Młyn i Rewasz. Jest też dostępny przewodnik „Gruzja, Armenia i Azerbejdżan. Magiczne Zakaukazie” wydawnictwa Bezdroża, jednak dwie pierwsze pozycje traktują temat samej Armenii o wiele bardziej wyczerpująco. Mapy Korzystaliśmy z niezbyt dokładnej mapy, bo obejmującej cały kraj, ale wystarczała ona do ogólnej orientacji. W kwestiach szczegółowych mieliśmy wydruk radzieckich map wojskowych o skali 1: które udostępnia „Mapový server”, czyli czeska strona Nie wszystkie jednak informacje zawarte na tych mapach, jak można się spodziewać, były aktualne, zwłaszcza zmieniły się nazwy miejscowości. Więcej informacji Niewątpliwie najlepszym obecnie źródłem wiedzy na temat Kaukazu jest portal I chociaż skupia się on głównie na Gruzji, to o Armenii też znajdziemy sporo informacji, w tym aktywne forum. To tu znaleźliśmy informacje o promocjach LOT-u do Erewania. Zachęcamy także do odwiedzenia strony naszych kompanów z podróży po Armenii, gdzie znajdziecie ciekawe zdjęcia z opisami podzielone na kategorie tematyczne: ludzie, drogi, klasztory i inne: Naszą relację z wyprawy publikował Rowertour w numerze z listopada 2010. Wszystkie zdjęcia i jeszcze więcej: Wynajęty powolny autobus (fot. Grażyna Pastuszka) Chleb lawasz (fot. Grażyna Pastuszka) Zapakowana marszrutka (fot. Grażyna Pastuszka) Monastyr Tatev jeszcze przed uruchomieniem kolejki linowej (fot. Grażyna Pastuszka) Lokalny transport terenowy (fot. Grażyna Pastuszka) Pakowanie do autobusu (fot. Grażyna Pastuszka) W autobusie jest dużo miejsca (fot. Krzysztof Grabowski) Biesiada na poboczu szutrowej drogi (fot. Krzysztof Grabowski) Elegancka biesiada w domu (fot. Krzysztof Grabowski) Drogi zwykle są mocno górskie (fot. Krzysztof Grabowski) Nierzadko drogi mają dobrą nawierzchnię (fot. Krzysztof Grabowski) Często jednak brakuje nieco asfaltu (fot. Krzysztof Grabowski) Dwa rowery na lotnisku (fot. Krzysztof Grabowski) W małej marszrutce (fot. Krzysztof Grabowski) Przysmaki armeńskie (fot. Krzysztof Grabowski) Dziewczyny też graja w piłkę (fot. Grażyna Pastuszka) Jest bezpiecznie (fot. Krzysztof Grabowski) Młode Ormianki (fot. Krzysztof Grabowski) Portret pięknej Tatev zrobiony podczas wspólnej biesiady (fot. Krzysztof Grabowski) Wszyscy chętnie pozują (fot. Krzysztof Grabowski) Interesujący, wykształcony starszy jegomość wita nas takim ukłonem (fot. Krzysztof Grabowski) Pasterz (fot. Krzysztof Grabowski) Każda okazja jest dobra do rozmowy (fot. Krzysztof Grabowski) Za zrobienie zdjęcia usłyszymy spasiba (fot. Krzysztof Grabowski) Na wspólnych biesiadach serwują tradycyjne dania i zawsze wódkę (fot. Krzysztof Grabowski) Kawy z kubka z Myszką Miki u pasterza w górskim odludziu (fot. Krzysztof Grabowski) Nocleg na terenie klasztoru mającego grubo ponad tysiąc lat (fot. Krzysztof Grabowski) Dwa rowery na lotnisku (fot. Krzysztof Grabowski) Niestety nie mieliśmy szczęścia z pogodą i nie zrealizowaliśmy planu naszej wycieczki w 100%, ale za to ludzie, których spotkaliśmy na swej drodze zrekompensowali nam to w 100%!!! 🙂 Zacznę od tego, że pisząc i myśląc o Armenii mamy też w głowie Górski Karabach, czyli terytorium zamieszkałe przez Ormian, które jest przedmiotem sporu pomiędzy Armenią a Azerbejdżanem. Obszar ten jest kontrolowany przez miejscowych Ormian wspieranych przez Republikę Armenii. Pomimo odrębności, którą mieszkańcy Karabachu podkreślają bardzo często, dla takich laików jak my nie ma jednak zbytniej różnicy – mam nadzieje, że nikogo tym stwierdzeniem nie uraziłam:) Aby dostać się do Karabachu, potrzebna jest wiza (my wyrobiliśmy ją w pół godziny jeszcze w Erywaniu). Mieszkańcy Karabachu mówią po ormiańsku, używają ormiańskiej waluty i wyglądają tak samo :))) W ramach ciekawostki dodam, że Armenia jest najstarszym chrześcijańskim państwem świata – wiedzieliście o tym? Bo my nie! A więc w całej Armenii mieszka ponad 3 mln ludzi, z czego blisko połowa przebywa w stolicy – Erywaniu i to właśnie tutaj rozpoczęliśmy naszą ormiańską przygodę. Nie trudno nie zauważyć street artów, które niezwykle umilają piesze wędrówki:) Zwróciliśmy rownież uwagę na różowe – „tufowe” budownictwo, które dość mocno odróżnia sie od naszych polskich szarych blokowisk. Jesteśmy jego fanami;) Interesujące wydało nam się, że w mieście jest dość cicho jak na stolice, a co więcej, bardzo czysto ??!!! Szczerze, to nie byliśmy w żadnym muzeum, kościele ani nie zaliczyliśmy klasycznych ‚must see’ , za to przemierzyliśmy to miasto po swojemu:) Poszliśmy do „Chess House” (Domu szachowego), w którym odbywają się międzynarodowe szachowe rozgrywki, a także wiele eventow związanych z tą dyscypliną sportową. Spotkaliśmy tam stróża, który tuż przy wejściu zaproponował Maćkowi partyjkę :))) Po rozgrywce poszliśmy do sali głównej, w której nagle pojawiła się spora grupka dzieciaków – na oko pierwszoklasistow, wystrojonych jak na rozpoczęcie roku szkolnego. Nauczyciel usadził ich i przypomniał na szybko kilka zasad. Także przez przypadek byliśmy świadkami lekcji szachów (w Armenii dzieciaki mają w szkołach takie zajęcia w ramach programu nauczania!!). Pózniej trafiliśmy do miejsca (Gold market), które prawdopodobnie jest mekką wszystkich znawców, amatorów i pasjonatów wyrobów ze złota i srebra. W wielkim skrócie, jest to skupisko wszystkich i wszystkiego, co jest związane z wyrobami ze złota, jego przeróbką, projektowaniem czy zakupem. Znajduje się to w jednym, dużym kilkupiętrowym budynku, w którym ludzi jak mrówek 🙂 Aż zapragnęłam jakiejś błyskotki…niestety nasz budżet na to stanowczo nie pozwalał 😉 Ciekawym miejscem, do którego udało nam się dotrzeć, choć znajduje się trochę na obrzeżach miasta, jest fabryka dywanów – Megerian Carpet Factory. Można podejrzeć tam kobiety, które w tradycyjny sposób, ręcznie tkają przepiękne dywany. Proces ich wyrobu jest dość długi (oczywiście w zależności od rozmiaru), ale efekt oszałamiający!!! 🙂 Na nas zrobiło to dość duże wrażenie. Polecamy! Tak bardzo chcieliśmy zobaczyć również trening oryginalnego sportu – kokh (ormiański odpowiednik wrestlingu), że na niego nie zdążyliśmy 🙂 Aby poczuć sie choć troche lepiej, sfotografowaliśmy sale, gdzie takie zajęcia sie odbywają 😉 Urzekły nas również kaskady, szczególnie wieczorowa porą:) Jest to rozpościerający się na wzgórzu kompleks architektoniczny, który z zewnątrz wygląda jak wielkie białe schody z białego porfiru. Zdobią go kwiaty, rzeźby oraz fontanny. Wewnątrz na 3 piętrach znajduje się muzeum. A wokół kaskad jest bardzo przyjemny park z rzeźbami twórców światowej sławy! 🙂 Hmmm w kwestii kuchni…to powiem po krótce, że wegetarianie mogą mieć małe problemy, aby dostać tu coś pożywnego i smacznego 😉 Ale z głodu na pewno się tu nie umrze, o nieeee 🙂 Popularnością cieszą sie bułki w rożnej postaci, z przeróżnym nadzieniem. Są one wypiekane na bieżąco w przydrożnych piekarenkach niewielkich rozmiarów. Dlatego bardzo łatwo dostać taki przysmak na ciepło!! 🙂 Zdziwiła nas „drożdżówka” w postaci naszego pączka z nadzieniem z…ziemniaków – dość zaskakujące, ale smaczne 🙂 Mieliśmy rownież okazję skosztować w Karabachu klasycznych placków wypełnionych mnóstwem ziół – zhangaliow. Nie mam pojęcia ani jakie dokładnie, ani ile dokładnie rodzajów ziół sie w nich znajduje, ale były one wyjątkowe smaczne! Zupełnie przez przypadek, trafiliśmy rownież do pasieki, gdzie objedliśmy się przekozackim miodem! Maciek przypłacił to użądleniem, ale zdecydowanie było warto! 🙂 Przed wyjazdem z kraju czytaliśmy blogi i relacje rożnych podróżników. Niewiarygodnym wydawało nam się, gdy ludzie opisywali swoje doświadczenia odnośnie gościnności Ormian. Jednak doświadczylismy tego na własnej skórze, a raczej na własnych skórach 🙂 Zapytany o drogę w małej mieścinie, wieczorową porą chłopak, zaprosił nas do swojego rodzinnego domu na kolacje z noclegiem!!! Przy okazji poznaliśmy jego liczną i przemiłą rodzinę, która potraktowała nas niemalże jak parę królewską 😉 Kolejnym przykładem jest chociażby pomoc kierowcy, ktory zgarnął nas z ulicy, podwiózł nas tam, gdzie chcieliśmy (pomimo, że zmierzał w innym kierunku), przysłał po nas kierowcę kiedy skończyliśmy zwiedzanie, zaprosił na obiad, kawę, herbatę, koniak, słodycze, owoce i jeszcze ofiarował nam prezent na „odchodne”- czaaad! Nie wiem czym zasłużyliśmy sobie na tyle dobra :)))? Może to za sprawą modlitw w tych wszystkich monastyrach ;)…których rzeczywiście jest tu sporo i naprawdę każdy jest inny!!! Tak w skrócie chciałam jeszcze tylko na koniec dodać, że Karabach wcale nie jest taki straszny jak go malują media. Fakt, jest tam dużo wojskowych, ale to zupełnie jak w moim rodzinnym mieście Żaganiu 🙂 Autor Wiadomość Temat postu: Co zwiedzić w Armenii? #1 Wysłany: 05 Mar 2015 04:33 Rejestracja: 29 Paź 2014Posty: 39 Witam, rok temu byłem tydzień w Gruzji i uważam to za najlepszy wypad w moim życiu. Podobno w Armenii również jest super, ludzie są równie mili, widoki piękne a sam kraj jeszcze bardziej naturalny i mniej podatny na zepsucie rozwojem turystyki masowej. Nie chciałbym popełnić takiego błędu jak w Gruzji i myślałem aby wybrać się tam na dłużej - 2 tygodnie, może ciut więcej. Czy w tak dość długim okresie jak na tak mały kraj jest co robić? Na pewno parę dni spędziłbym w Erywaniu i nad jeziorem Sewan, ale co dalej? Co możecie od siebie polecić? Góra Arnoldx19 Temat postu: Re: Co zwiedzić w Armenii? #2 Wysłany: 05 Mar 2015 05:12 Rejestracja: 10 Mar 2011Posty: 346Loty: 183Kilometry: 340 201 niebieski Miałem przyjemność spędzić tam prawie pół roku. Dużą zaletą jest to, że wiele ciekawych miejsc jest blisko Erywania i gdybym miał 2 tygodnie to kilka dni zostałbym w Erywaniu i z niego robił sobie codziennie wycieczki poza miasto, a wieczorem spędzał czas przy grających fontannach i próbując ormiańskiech ulubionym miejscem jest Khor Virap - ale ważne jest, aby jechać tam, gdy jest ładna pogoda (widoczność).Koło Garni i Gerghard (w weekend dużo spory tłok) znajduje się oprócz świątyni także park krajobrazowy - mało ludzi o tym wie - można wybrać się na długi spacer. Wejście na Aragats - wycieczka 1-dniowa, a wchodzi się na 4000 też odwiedzić Etchmiadzyn - ormiański Watykan (mi się jednak średnio podobało)2 razy zrobiłem sobie też wycieczkę pociągiem do losowo wybranej wioski, sama przejażdżka starym sowieckim taborem jest Tsarkhadzor można wjechać kolejką linową w na górę skąd jest bardzo ładny widok i także wybrać się na mały -całkiem inny ,,kurort" niż te w europie:)Zależy czym podróżujecie - osobiście polecam na stopa, który działa jeszcze lepiej niż w Gruzji, a jak nie to samochodem i pojechania do górskiego drodze odwiedzenie Areni (główne miejsce produkcji wina w Armenii, 1000 dram - 1 litr, wiele rodzajów). Zaraz obok Areni jest Noravank - bardzo ładny monastyr na górze. Największa turystyczna atrakcja Armenii czyli Tatev - najlepiej pojechać z samego rana, gdy jeszcze tam nikogo nie ma. Jeśli macie samochód to warto przejechać całą drogę samemu, a nie kolejką linową, albo najpierw samochodem, a później kolejką:) O albo 9 odbywa się uzdrowiskowa - Jermuk, ładny macie czas to można przejechać od Goris pod granicę z Iranem - przełęcz na ponad 2500 metrów, chyba najładniejsze widoki, oprócz widoku na Goszawank i okoliczne jest tak wiele, że nie ma szans wszystkiego odwiedzić w 2 tygodnie:)Armenia jest całkowicie inna niż Gruzja i oba kraje oprócz położenia między górami nie mają zbyt wiele wspólnego ze sobą. Całkiem inna mentalność - zresztą zobaczycie sami:) _________________ - Birma, Kirgistan, Iran, Maroko, Tajwan, Izrael, Jordania, samolotem dookoła świata. Góra Marian Temat postu: Re: Co zwiedzić w Armenii? #3 Wysłany: 05 Mar 2015 08:54 Rejestracja: 18 Maj 2011Posty: 76 Chętnie podpisałbym się pod wszystkim co napisał Arnold. Erywań to świetna baza wypadowa. Od siebie dodałbym jeszcze Dilidżan - klimatyczne miasteczko (wioska) razem z okolicznymi Goshavank i Haghhartsin i dalej w stronę Gruzji Sanahin i Hagpat cztery klasztory. Dwa pierwsze razem z Dilijan można odwiedzić jadąc z Erywania np. łącząc z wizytą nad jeziorem Sewan. Moim ulubionym miejscem jest chyba Sewanawank - klasztor nad jeziorem Sewan - pocztówkowy krajobraz. Góra cypel Temat postu: Re: Co zwiedzić w Armenii? #4 Wysłany: 05 Mar 2015 09:53 Rejestracja: 04 Lip 2012Posty: 3580 srebrny Arnoldx19 napisał(a):Armenia jest całkowicie inna niż Gruzja i oba kraje oprócz położenia między górami nie mają zbyt wiele wspólnego ze sobą. Całkiem inna mentalność - zresztą zobaczycie sami:)Mógłbyś rozwinąć temat ? _________________"Ten, kto znalazł się za drzwiami, pokonał najtrudniejszy etap podróży" - przysłowie duńskie Góra Kalispell Temat postu: Re: Co zwiedzić w Armenii? #5 Wysłany: 05 Mar 2015 12:09 Rejestracja: 17 Lis 2014Posty: 678Loty: 145Kilometry: 238 175 niebieski W październiku byłem w Gruzji, w te wakacje zamierzam powtórzyć wyjazd dodając do tego Armenię. @Arnoldx19 – napisałeś o Aragats, że to wycieczka 1 dniowa. Powyżej 4 tys. ma Aragats Północny – naprawdę da się go „zrobić” w 1 dzień? Z jakiej miejscowości najlepiej wyruszyć na szczyt. Będę wdzięczny za rozwiniecie tego wątku. Góra Diomeda Temat postu: Re: Co zwiedzić w Armenii? #6 Wysłany: 05 Mar 2015 12:29 Rejestracja: 07 Kwi 2011Posty: 66Loty: 80Kilometry: 142 920 My startowaliśmy na Aragat (wierzchołek południowy oczywiście) z obserwatorium w Biurakanie - polecam, świetne klimatyczne miejsce na nocleg. Rano czekała na nas taksówka, którą wcześniej zamówiła pani z obserwatorium, która zawiozła nas na wysokość 3200, gdzie zaczyna się ścieżka na szczyt (jest tam też stacja promieniowania kosmicznego). Droga na szczyt i powrót zajęły nam ok. 6 godzin, bo wysokość bardzo nam dokuczała. Na obiad byliśmy już w obserwatorium w Biurakanie - nie ma tam żadnego miejsca, w którym można dostać gotowe jedzenie, ale w obserwatorium jest kuchnia i można zrobić samemu świetne leczo - pomidory i papryka w Armenii są obłędnie pyszne!Droga na Aragat z Biurakanu jest bardzo długa i nie warto iść. Niektórzy startują od razu ze stacji promieniowania, my zostaliśmy w obserwatorium, bo... urzekł nas stary ogród i możliwość obejrzenia w nocy nieba przez teleskop. Góra Kalispell Temat postu: Re: Co zwiedzić w Armenii? #7 Wysłany: 05 Mar 2015 13:13 Rejestracja: 17 Lis 2014Posty: 678Loty: 145Kilometry: 238 175 niebieski Wielki dzięki za w Biurakanie spaliście we własnym namiocie, czy są tam miejsca noclegowe? Pamiętasz jaki był koszt Taxi? Góra Arnoldx19 Temat postu: Re: Co zwiedzić w Armenii? #8 Wysłany: 06 Mar 2015 09:35 Rejestracja: 10 Mar 2011Posty: 346Loty: 183Kilometry: 340 201 niebieski Odnośnie Aragats to miałem na myśli szczyt południowy - teraz dopiero zobaczyłem, że jest jednak trochę niższy niż do różnic w mentalności to ciężko mi to wszystkim Ormianie są dużo bardziej spokojni, wyważeni, nie tak otwarci jak Gruzini. Prowadzą bardzo rodzinne życie. Na ulicy raczej nikt nam nie zaproponuje, aby się z nim napić tak jak w Gruzji i nie będzie od początku opowiadał czego to on w życiu nie zrobił;)Całkiem inne nacje. Bardzo łatwo odróżnić Ormianina od Gruzina. Inny wygląd, inny styl ubierania, języki i alfabety. Inna religia - prawosławie (Gruzja) i kościół Ormiański. Armenia jest bardzo prorosyjska i złego słowa o Rosji tam nie usłyszymy, a w Gruzji jak wiadomo odwrotnie. Młodzi Gruzini bardzo próbują upodabniać się do swoich rówieśników z europy zachodniej. W Armenii nie czuć wpływów każdym razie Armenia jest niesamowicie ciekawym kraju, a ludzie tak jak i Gruzji bardzo gościnni i poczytać trochę o historii kraju, szczególnie tej najnowszej - rzeź Ormian i jej kontakty, a raczej ich brak z Turcją i Azerbejdżanem. _________________ - Birma, Kirgistan, Iran, Maroko, Tajwan, Izrael, Jordania, samolotem dookoła świata. Góra miki_fly Temat postu: Re: Co zwiedzić w Armenii? #9 Wysłany: 06 Mar 2015 09:58 Rejestracja: 16 Sty 2013Posty: 467Loty: 181Kilometry: 331 233 niebieski W ogólności piszesz pewnie samą prawdę, chociaż moje niektóre doświadczenia z podróżowania po Armenii mówią co innego - zdarzyło się, że Ormianie, którzy nas podwozili nie chcieli przyjąć do wiadomości, że możemy się u nich nie zatrzymać i nie napić wspólnie. Zdarzyli się też młodzi ludzie w nowym samochodzie, wszyscy mieli iphony, pozapraszali nas na Facebooku, a na obiad zabrali do podrabianego McDonald's o nazwie MsBurger. Ale to tylko wyjątki potwierdzające regułę. Na pewno Ormianie bardzo się różnią od Gruzinów. Od siebie jeszcze dodam żeby unikać typowych miejsc dla rosyjskich turystów. Stopem się jeździ bardzo dobrze, chociaż zdarzyło mi się, że podważący nas oszukali i chcieli naciągnąć. Góra prastarzec Temat postu: Re: Co zwiedzić w Armenii? #10 Wysłany: 06 Mar 2015 10:05 Rejestracja: 31 Mar 2014Posty: 80Loty: 123Kilometry: 289 340 Góra Washington Temat postu: Re: Co zwiedzić w Armenii? #11 Wysłany: 06 Mar 2015 15:44 Site Admin Rejestracja: 13 Sty 2011Posty: 7418 Zgodzę się że Ormianie to naród zdecydowanie inny niż Gruzini. Są oni cisi, spokojni, niemal posępni. Równie gościnni, bardzo serdeczni, stopowanie jest równie łatwe (a być może teraz gdy Gruzja stała się turystyczna to i łatwiejsze) ale nawet biesiadują w inni sposób - nie wina tylko ciężkie alkohole - głównie wódki (choć Armenia znana jest z koniaku). Nawet upijają się trochę jakby na smutno W odróżnieniu do Gruzinów choć deklarują że są bardzo rodzinni to nie stronią od kochanek i odniosłem wrażenie że kobiet raczej nie szanują. Nie zapomnę jak raz na jednej z biesiad (na wycieczce byłem z partnerką, która siedziała tuż obok) komendant policji odciągnął mnie na bok i zaproponował ormiańską dziwkę ("najlepsze cycate dziwki są z Armenii, dopóki nie spróbujesz to jakbyś nie był u nas") - po odmowie jak gdyby nic kolejny toast był za zdrowie mojej lubej Pomijając ten jeden aspekt to złego słowa o nich nie powiem, bardzo przyjazna nacja - mimo że wygląd mają groźny Ale wracają do tematu atrakcji:Erewań odradzam, nic - miasteczko jak miasteczko (niegdyś kurort, "Szwajcaria Armenii"), ale wokół jest przepięknie zielono, znajduje się też piękny monastyr Haghartsin, ładne lasy (część z nich to PN; pogubiłem się jednak podczas trekingu po nich, a pozostały teren jest poligonem wojskowym gdzie prowadzone są artyleryjskie ćwiczenia - nie polecam gubienia się )Alaverdi - górnicze miasteczko, coś dla wielbicieli postindustrialnych klimatów, kolejką fajnie się przejechać, na górze monastyr SanahinHaghpat - ładny monastyr, też położony w kanionie Debed (spoko, ale za surowe góry jak na mój gust)Jezioro Sevan i tamtejszy monastyr - bardzo malowniczo, spokojnie Khor Virap - monastyr, widok na Ararat dobry, ogólnie - monastyr, chyba najładniej położony z wszystkich które - monastyr jak monastyr ale wokół i malownicze góry (ale tu wyjątkowo nikt nie chciał brać na stopa w pierwszą stronę); niedaleko Goris są też podobno jaskinie - szukaliśmy ich cały dzień, nikt nie był w stanie pokazać nam ich dokładnej lokalizacji _________________ Góra Iris uważa post za pomocny. Marian Temat postu: Re: Co zwiedzić w Armenii? #12 Wysłany: 06 Mar 2015 16:57 Rejestracja: 18 Maj 2011Posty: 76 Nie wiem, gdzie to czytałem, ale brzmiało to mnie więcej tak:Dlaczego mieszkańcy Erewania to smutni ludzie??..wstają rano zadowoleni, patrzą z podziwem na swoją świętą górę Ararat - po czym przypomina im się, że należy do w tym chyba jest:) A jak już się jest w stolicy to może warto poszukać siedziby radia Erewań:)Słuchacze pytają: Czy będzie wojna? Radio Erewań odpowiada: Wojny nie będzie. Będzie taka walka o pokój, że kamień na kamieniu nie zostanie. Góra Arnoldx19 Temat postu: Re: Co zwiedzić w Armenii? #13 Wysłany: 07 Mar 2015 04:51 Rejestracja: 10 Mar 2011Posty: 346Loty: 183Kilometry: 340 201 niebieski Washington napisał(a):W odróżnieniu do Gruzinów choć deklarują że są bardzo rodzinni to nie stronią od kochanek i odniosłem wrażenie że kobiet raczej nie szanują. Nie zapomnę jak raz na jednej z biesiad (na wycieczce byłem z partnerką, która siedziała tuż obok) komendant policji odciągnął mnie na bok i zaproponował ormiańską dziwkę ("najlepsze cycate dziwki są z Armenii, dopóki nie spróbujesz to jakbyś nie był u nas") - po odmowie jak gdyby nic kolejny toast był za zdrowie mojej lubej Ja miałem wrażenie, że właśnie bardzo szanują kobiety i liczą się z ich zdaniem. Często to kobiety sprawiały wrażenie, że to one o wszystkim decydują, gdzie w Gruzji kobiety nie mają nic do gadania. O ormiańskich dziwkach nigdy nawet nie słyszałem. Byliśmy kilka razy w nocnych klubach to tańczyły tam tylko dziewczyny z europy wschodniej, głównie Ukraina. Ogólnie Ormianki się bardzo istotne jest jak wielu ludzi mieszka poza granicami Armenii (ponoć około 8 mln, gdzie w kraju pozostało tylko 3). Prawie każda rodzina ma kogoś mieszkającego za granicą, kto przesyła pieniądze i utrzymuje całą rodzinę, często nawet nie tylko tą najbliższą. Zazwyczaj jest to mężczyzna, a kobieta zostaje w Armenii i zajmuje się domem i wszystkim innym. Może dla tego jednak wielu mężczyzn ma kochanki, ale pewnie poza granicami kraju _________________ - Birma, Kirgistan, Iran, Maroko, Tajwan, Izrael, Jordania, samolotem dookoła świata. Góra aeonflux Temat postu: Re: Co zwiedzić w Armenii? #14 Wysłany: 02 Lip 2015 11:00 Rejestracja: 19 Paź 2011Posty: 1020 HON fly4free Washington napisał(a):niedaleko Goris są też podobno jaskinie - szukaliśmy ich cały dzień, nikt nie był w stanie pokazać nam ich dokładnej lokalizacjiSą są, znaleźliśmy je bez trudu na Google Maps, ręczna nawigacja do niech przebiegła bez się tutaj - ... 538182,16zDuża część jest niestety odgrodzona siatką, a zaraz poniżej skał znajduje się miejscowy jednak miejsce warte odwiedzenia, podobnie samo miasto Goris. Myślę, że jest to najładniejsze miasto jakie widziałem w Armenii - chodzi o uporządkowanie zabudowy, wygląd domów, informacji jak tylko znajdę czas na napisanie relacji Góra Washington Temat postu: Re: Co zwiedzić w Armenii? #15 Wysłany: 02 Lip 2015 11:04 Site Admin Rejestracja: 13 Sty 2011Posty: 7418 To szukaliśmy ich w zupełnie nie tym miejscu co trzeba 3 lata temu niestety nie było ich na google maps, a jeszcze dawniejszy LP który posiadam sugerował ich lokalizację przy drodze a nie w mieście.. _________________ Góra aeonflux Temat postu: Re: Co zwiedzić w Armenii? #16 Wysłany: 02 Lip 2015 11:14 Rejestracja: 19 Paź 2011Posty: 1020 HON fly4free Jakoś mnie to nie dziwi - zauważyłem, że w Armenii ludzie są często tak chętni do pomocy, że jeśli pytasz o drogę to każdy Ci ją wskaże, niezależnie od tego czy ją zna czy (chyba najnowsze) LP z 2012 roku - chyba opisywał już te jaskinie, ale ręki sobie nie dam uciąć bo nie był mój i zajrzałem do niego tylko kilka razy. Tak czy inaczej Google Maps się najwyraźniej zdecydowanie poprawiło, gdyż z kilkunastu miejsc jakie odwiedziliśmy, zaznaczone były wszystkie oprócz jednego - malowniczego wodospadu koło Shaki. Przy czym jak się okazało na miejscu, podobno turyści rzadko tam docierają Góra mathew77 Temat postu: Re: Co zwiedzić w Armenii? #17 Wysłany: 05 Lip 2015 22:24 Rejestracja: 03 Maj 2014Posty: 468Loty: 176Kilometry: 253 102 niebieski Washington napisał(a):Zgodzę się że Ormianie to naród zdecydowanie inny niż Gruzini. Są oni cisi, spokojni, niemal posępni. Równie gościnni, bardzo serdeczni, stopowanie jest równie łatwe (a być może teraz gdy Gruzja stała się turystyczna to i łatwiejsze) ale nawet biesiadują w inni sposób - nie wina tylko ciężkie alkohole - głównie wódki (choć Armenia znana jest z koniaku). Nawet upijają się trochę jakby na smutno W odróżnieniu do Gruzinów choć deklarują że są bardzo rodzinni to nie stronią od kochanek i odniosłem wrażenie że kobiet raczej nie szanują. Nie zapomnę jak raz na jednej z biesiad (na wycieczce byłem z partnerką, która siedziała tuż obok) komendant policji odciągnął mnie na bok i zaproponował ormiańską dziwkę ("najlepsze cycate dziwki są z Armenii, dopóki nie spróbujesz to jakbyś nie był u nas") - po odmowie jak gdyby nic kolejny toast był za zdrowie mojej lubej Pomijając ten jeden aspekt to złego słowa o nich nie powiem, bardzo przyjazna nacja - mimo że wygląd mają groźny Ale wracają do tematu atrakcji:Erewań odradzam, nic - miasteczko jak miasteczko (niegdyś kurort, "Szwajcaria Armenii"), ale wokół jest przepięknie zielono, znajduje się też piękny monastyr Haghartsin, ładne lasy (część z nich to PN; pogubiłem się jednak podczas trekingu po nich, a pozostały teren jest poligonem wojskowym gdzie prowadzone są artyleryjskie ćwiczenia - nie polecam gubienia się )Alaverdi - górnicze miasteczko, coś dla wielbicieli postindustrialnych klimatów, kolejką fajnie się przejechać, na górze monastyr SanahinHaghpat - ładny monastyr, też położony w kanionie Debed (spoko, ale za surowe góry jak na mój gust)Jezioro Sevan i tamtejszy monastyr - bardzo malowniczo, spokojnie Khor Virap - monastyr, widok na Ararat dobry, ogólnie - monastyr, chyba najładniej położony z wszystkich które - monastyr jak monastyr ale wokół i malownicze góry (ale tu wyjątkowo nikt nie chciał brać na stopa w pierwszą stronę); niedaleko Goris są też podobno jaskinie - szukaliśmy ich cały dzień, nikt nie był w stanie pokazać nam ich dokładnej lokalizacjiza 3 tyg lece w te rejony, a za 6 bede w Armenii i czesc z wymienionych chcialbym zobaczyc:)Jak do nich dotrzec? Sa jakies strony z maszrutkami? Brac taxi? _________________Flights: 106Kilometers: 132896 Góra aeonflux Temat postu: Re: Co zwiedzić w Armenii? #18 Wysłany: 08 Lip 2015 11:26 Rejestracja: 19 Paź 2011Posty: 1020 HON fly4free Jeśli chcesz zobaczyć dużo w krótkim czasie, najlepszą opcją będzie wynajęcie są niedrogie i wygodne w użyciu, ale przy napiętym harmonogramie trudno na nich wskazówek znajdziesz w mojej relacji - 5-dni-w-armenii,214,75913 Góra grafzero Temat postu: Re: Co zwiedzić w Armenii? #19 Wysłany: 08 Lip 2015 11:44 Rejestracja: 07 Gru 2011Posty: 44 Uważam, że Erywań warto zwiedzić. Powodów jest kilka:- Erebuni - to dawna forteca ludów Urartu, warto tam pojechać kiedy będzie dobra pogoda. Wyobraź sobie położone za miastem wzgórze, patrzysz z jednej strony i widzisz ciągnące się po horyzont morze postsowieckich bloków. Odwracasz się i widzisz pustkowia, wzgórza i Ararat w tle. Coś niesamowitego. Jeśli interesuje Cię archeologia to dodatkową frajdą jest możliwość pochodzenia w labiryncie Kaskady - wiadomo wszyscy o tym trąbią i niby trochę przereklamowane, ale mimo wszystko warto pojechać i zobaczyć jak można zrobić coś ciekawego, użytecznego a jednocześnie wykorzystujące instalacje sztuki współczesnej. Dodatkowo fajne widoki z Katoghike Tsiranavor Church of Avan - to nie jest zbyt łatwy do znalezienia obiekt, ale... wyobraź sobie znowu postsowieckie blokowisko, a w jego środku wtłoczony pomiędzy bloki ruiny kościoła... z VI wieku Wrażenie tym to standard: katedra, rynki, meczet, muzea, fabryki koniaków i takie tam Mimo wszystko Cię interesowała Armenia i Karabach to pytaj śmiało (całkiem niedawno wróciłem z dwutygodniowej wyprawy, coś tam mogę podpowiedzieć). Ewentualnie dwa moje filmiki z Armenii (chociaż o tych obiektach pewnie słyszałeś):iBędzie z pewnością więcej ale kiedy to trudno powiedziećPozdrawiam i życzę udanej podróży Góra Iris uważa post za pomocny. jabollus Temat postu: Re: Co zwiedzić w Armenii? #20 Wysłany: 31 Lip 2016 15:43 Rejestracja: 31 Lip 2016Posty: 515Loty: 55Kilometry: 120 474 Żeby poznać najważniejsze miejsca Armenii można np. jeździć na jednodniowe wycieczki z Erywania. Ja korzystałem z biura Hyur Service - ceny mają dobre, a ze względu na duże zainteresowanie, oferowane przez nich wycieczki odbywają się codziennie. Na własną rękę pojechałem tylko do Garni - dojechać było łatwo, wrócić dużo trudniej... Góra

czego nie wypada robić w armenii